|
| |
|
ALL WORKS
Poetry (283) Prose (7) Diary (43) Photography (6) Graphics (1)
Postcards (2) About me Friends (55) | |
Zmiana sposobu prezentacji
Wieczorem Joanna miała dylemat wielu kobiet wybierających się na randkę. W końcu zdecydowała się na czarną obcisłą sukienkę do kolan z aplikacją na ramieniu i wysokie bordowe szpilki na platformie. Do tego długie włosy zakręciła w seksowne fale, a na usta nałożyła ulubioną czerwoną pomadkę. Jeszcze tylko ukochane Amor Amor i można ruszać na podbój.
Gdy dotarła na miejsce, od razu pojawił się przy niej szef sali. Niestety, za późno uświadomiła sobie, że nie zna nawet imienia, nie mówiąc już o nazwisku swojego tajemniczego wielbiciela. Z zażenowaniem zaczęła więc rozglądać się po sali, mając nadzieję, że jego widok pomoże wyjść jej z twarzą z kłopotliwej sytuacji z szefem sali, który upierdliwie pytał, z kim jest umówiona. Na szczęście od razu zauważyła mężczyznę i skierowała się w jego stronę, krocząc z gracją baletnicy na wysokich szpilkach.
Jak przystało na dżentelmena, wstał na jej widok. Miał na sobie elegancki czarny garnitur i fioletową koszulę ze złotym krawatem. Wyglądał wspaniale i miał tego świadomość.
- Dziękuję, że zgodziła się pani zjeść ze mną kolację.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Może ułatwimy sobie rozmowę i mówmy sobie po imieniu? Pan, pani bywa dość kłopotliwe. - zapytała z uśmiechem, chcąc na przyszłość uniknąć takich sytuacji, jak ta z szefem sali. O ile będzie jakaś przyszłość.
--- full text ---
Jednak tajemniczy wielbiciel pojawił się już następnego dnia. Z premedytacją wybrał moment, gdy w sklepie nie było żadnego klienta, a Edyta znikała właśnie za drzwiami prowadzącymi na zaplecze. Podszedł do kontuaru, gdzie siedziała Joanna i z uśmiechem amanta filmowego przywitał się z nią:
- Dzień dobry pani. Mam nadzieję, że mnie jeszcze pani pamięta?
- Oczywiście, jakże bym mogła zapomnieć! - myślała o nim w nocy i teraz była ciut zaskoczona jego widokiem. Tak, jakby przyciągnęła go myślami. - Pan od śnieżnobiałych i prążkowanych koszul.
- Mam dla pani propozycję. Proszę nie odmawiać.
- Najpierw muszę wiedzieć, co pan proponuje, nigdy nie kupuję kota w worku.
- Zapraszam panią na kolację. Dziś wieczorem może być?
- Dziś? Nie wiem, może pan chwilę poczekać? Sprawdzę w kalendarzu. - dziewczyna wstała i skierowała się w stronę drzwi na zaplecze.
- Aleź proszę się nie krępować, zaczekam.
Joanna zniknęła za drzwiami. Od razu zorientowała się, że nie musi nic mówić koleżance. Edyta słyszała każde słowo. Uśmiechnęły się do siebie porozumiewawczo.
- Myślisz, żeby z nim dziś iść na tę kolację? - Joanna sama wiedziała, że się zgodzi, ale chciała usłyszeć także akceptację z ust koleżanki.
- Zdecydowanie tak. Spójrz, był wczoraj, robił zakupy, ale mimo to pojawił się także dzisiaj. Wpadłaś mu w oko, kochana! - (...)
--- full text ---
Elegancki butik przy jednej z głównych ulic miasta. Na wieszakach wiszą garnitury od najlepszych projektantów, a na półkach leżą koszule i krawaty. Za kontuarem siedzi młoda, dwudziestoparoletnia dziewczyna. Ubrana jest w elegancki kostium złożony z ołówkowej spódnicy do kolan i dopasowanego żakietu. Na stopach ma niebotyczne czarne platformy, w których porusza się jednak z gracją baletnicy. Gęste, brązowe włosy związane są w grzecznego koka.
Otwierają się drzwi. Na progu staje młody mężczyzna ubrany w elegancki czarny garnitur i białą koszulę i dopasowany do całości czerwony krawat. Widać, że osiągnął sukces. I jest z tego dumny.
Dziewczyna natychmiast zrywa się z krzesła za kontuarem i podchodzi do niego ze swoim najpiękniejszym uśmiechem. Ma świadomość, żę ma doczynienia z klientem, który nie zawaha się zostawić w sklepie połowy swojej pensji, by wyglądać dobrze.
- Dzień dobry panu, w czym mogę pomóc?
- Potrzebuję białych koszul.
- Ależ oczywiście! Życzy pan sobie zobaczyć naszą ofertę czy chodzi panu o białe koszule bez żadnych aplikacji? - uśmiech nie schodzi jej z twarzy. Ten facet był nie tylko pewny siebie, pachniał drogą wodą kolońską, ale także był niesamowicie przystojny.
- Chciałbym zobaczyć ofertę, ponieważ poszukuję też koszuli w delikatne niebieskie prążki.
- Jaki rozmiar pan nosi? Przyniosę odpowiedni, by mógł pan (...)
--- full text ---
Zamknij oczy. Na tamtym brzegu rzeki szumią wierzby. Słyszysz? Nie? No cóż, daleko ci do poety, co to w każdym źdźble trawy widzi wiersz. A one są jak ambicje. Czasami mamy ich zbyt wiele. Mimo wszystko. Wiesz, każdemu z nas wkładali do głowy, że trzeba umieć odnaleźć się w dzisiejszej rzeczywistości. To wcale nie jest takie trudne. Wystarczy uśmiechać się do wrogów. A w czterech ścianach zastanawiać się, jak się ich pozbyć. Nie mówię zaraz, że masz kupić pistolet na czarnym rynku, czy coś. Może zamiast strzelać kulą, wybierz plotkę? Też zaszkodzi. A ciebie nie wsadzi za kratki. Chociaż lepiej nie mów nic o pedofilii czy innych tego typu. Bo jeszcze oskarżą cie o zniesławienie. Przecież nie o to chodzi, nie? Miałeś mi powiedzieć, co myślisz o tym projekcie. Nic nie myślisz? Ale czekaj, podoba się czy nie? Nie? Czy nie masz zdania? Powinnam się była domyślić, że nie będziesz chciał poświęcić dla mnie więcej czasu. Tak, wiem, że jestem złośliwa, nie musisz jeszcze tego powtarzać. Nie lubię monotematycznych ludzi. Ty zawsze o jednym, umiesz w ogóle zmienić płytę? Czy masz zamiar tak gadać aż powiem dość? Bo chyba nie masz odwagi. Nienawidzę tchórzy. Chowają się przed codziennością. Albo udają czort wie kogo. Ofiary samych siebie. Potem muszą się zdecydować, czego chcą od życia. Tak jak ty. A miałeś kupić marchewkę, bo jutro mam wieczór poetycki, muszę się rozruszać, a tylko to. (...)
--- full text ---
Pory roku na Podlasiu mają w sobie coś specyficznego, urzekającego... Każdemu z nas z czym innym kojarzy się wiosna, z czym innym zima czy lato... Ja chciałabym jednak zebrać całą tę specyfikę podlaskich pór roku w jednym miejscu i spróbować określić ją słowami, które i tak niewiele wniosą dla tych, którzy nie posmakowali dotąd naszej przyrody wszystkimi swoimi zmysłami.
Wiosna... Pierwsze promyki słońca rozgrzewające zmarzniętą ziemię i budzące do życia rośliny, które prześcigają się w pokazywaniu światu swojego przepychu. Szczególnie pięknie wygląda ona na podlaskiej ziemi, gdzie rozpływa się po łąkach, ukwiecając je złocistymi kaczeńcami i błękitnymi niezapominajkami. W lasach możemy spotkać fioletowe od przylaszczek i białe od zawilców kwiatowe dywany. Na pagórkach kwitnie mniszek lekarski, a w parkach i gajach sasanki. Sady, niczym piękne panny młode, stroją się w białe płatki wiśni i innych drzew owocowych. Dookoła nas rozkwita życie. Ciszę zakłócają tylko niekończące się ptasie trele. Nad stawami możemy usłyszeć rechot żab, a na łąkach radosne krzyki czajek i klekot bocianów.
Ich radość z powrotu wiosny możemy podziwiać w Pentowie – Europejskiej Wsi Bocianiej. Jest to istny raj dla ornitologów – hobbystów i nie tylko. Są tu bowiem dwie wieże obserwacyjne, ze szczytu których możemy oglądać bocianie gniazda. Jednak największe wrażenie robi powitanie wschodzącego (...)
--- full text ---
Na scenie widać nowocześnie umeblowany salon. Przeważają szarości i beże, nie ma zbęcznych ozdób, widać, że gospodarze preferują styl minimalistyczny w urządzaniu wnętrz. Na środku pokoju znajduje się stolik zawalony popielniczkami pełnymi niedopałków, filiżanek, kieliszków do wina i wódki, butelkami po tych alkoholach, kolorowymi magazynami o życiu gwiazd. W głębi widać nowocześnie umalowaną kuchnię.
Oboje mają po dwadzieścia parę lat, nie są małżeństwem, żyją na kocią łapę. Ona ma na sobie satynowy krótki szlafroczek spod którego widać koronkową czarną bieliznę. On ma na sobie koszulę od garnituru i bokserki w granatową kratkę.
Ona siedzi na krześle przy stoliku i maluje paznokcie u rąk na malinowy róż. On siedzi na sofie i ogląda program przyrodniczy w telewizorze, ale dźwięk jest wyłączony.
Kobieta: Zdejmij tą koszulę, pognieciesz!
Mężczyzna: Na pewno nie! Ja nawet się nie opieram!
Kobieta: Błagam cię, idziesz na obiad do moich rodziców! Będzie wstyd!
Mężczyzna: Dobrze wiesz, że nie chciałem! Nawet nie jestem twoim mężem, a ty już takie cyrki odstawiasz!
Kobieta: Ale może kiedyś będziesz!
Mężczyzna: Nigdy!
Kobieta: Świetnie, dziękuję! Obrażam się!
On włącza dźwięk w telewizorze, ogląda przez chwilę. Widać jednak, że chce rozmawiać ze swoją dziewczyną, więc wyłącza ponownie (...)
--- full text ---
Życie biegnie swoim torem... Przecieka nam przez palce do momentu, gdy uświadomimy sobie, ile straciliśmy, a ile zyskaliśmy w tej gonitwie za chlebem i prestiżem. Czas nigdy nie był dla nas łaskawy, zawsze gonił na złamanie karku, nie troszcząc się przy tym, czy ktoś za nim nadąża. Nie ma człowieka, który nie chciałby złapać szczęścia i go przywłaszczyć, zamknąć w drewnianej skrzyni, ukryć w skórzanym mieszku czy przykryć wieczkiem porcelanowej cukierniczki- tak, by już nigdy nie uciekło… Chce tego chyba każdy…Ale… Może zamiast tego bezustannego szukania aż do utraty tchu i bólu głowy, dać jego odrobinę innym? Ilu z nas potrafi jednak bezinteresownie wysyłać uśmiechy do ludzi napotkanych na ulicy..? Ilu widzi, że świat nie zawsze wyglądał tak samo, a obraz ludzkiego życia z opowiadań naszych babć wcale nie jest taki nudny..?
Ja chcę dziś udać się z wami w podróż w przeszłość. Mam nawet wehikuł czasu – mały kawałek wiejskiego chleba i stokrotkę pomiędzy włosami. Tam, dokąd się udamy w tę zaczarowaną podróż, można zapomnieć o wszystkich bolączkach związanych z życiem w XXI wieku. I nie zapomnijcie zostawić tutaj, w teraźniejszości, swoich problemów i telefonu komórkowego. Nie będą nam tam potrzebne. Gotowi? A więc zaczynamy!
Gospodarzem wsi Sobiatyno jest Matka Natura, która od setek lat wprowadzała tutaj swoje rządy, nie stosując w tym celu żadnych (...)
--- full text ---
