27 november 2011

poetry

Jarosław Baprawski
Jarosław Baprawski

Zombie

ze świtem dnia
opada z oczu mgła
klaksony ulicy
zadzierają kołdry brzegi

kolejny dzień
blaszanym kapslem
otwiera sklepikarz

i pierwszy łyk
znajomy smak
jeży mi mózg
przenika wskroś
głodowy mulak

bez biletu
z górnej półki
kasuję
kolejne przystanki
na żądanie

błyskają fleszem
butelki dna
a rura pali
martenowskim piecem

na przekór losowi
pomyślisz-i chuj
jadę do Perth
witaj australio

dżipies i simlock
stoją pod sklepem
trzęsące dłonie-
-sponsora brak

idziemy bracia
do kiosku ruchu
wody brzozowej
butelek rząd

nie można tak tracić życia
trzeba z żywymi do przodu iść
ale czy oni
wezmą nas z sobą
bo przecież-
-każdy z nas
to trup

Insomnia
27 november 2011 at 18:14

Oj coś te rymy mnie zjadają. Ale z przymrużeniem oka jest, to niech tak będzie komentowane ;)

report

byłem...
27 november 2011 at 18:32

Forma formą ale temat raczej smutny......

report

Jarosław Baprawski
27 november 2011 at 18:40

...tragiczny...raczej bez recepty:(

report

Insomnia
27 november 2011 at 18:44

ale czy oni wezmą nas z sobą bo przecież- -każdy z nas to trup hm tak to zabieram

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register