listopad zaczął się mgliście
z wczorajszym cmentarnym psalmem
który chodził za mną bez opamiętania
.
poddałem się nastrojowi
nawet wieczorem
kiedy mogłem patrzeć na płonące ognie
wspominać twarze z porcelanowych fotografii
czy podziwiać wiatr
który przeganiał po kamieniach ostatnie liście
.
czas nie zwalnia
dobrze gdy z pocałunkami zaglądamy w siebie
w porannych szeptach zostawiamy bukiety myśli słów
i cieszymy się z wzajemnością filiżanką czarnej
.
ile nadziei w zrywaniu z kalendarza
wszystkich przyszłych wspólnych chwil
Pax vobis
2026-11-02