Zmiana sposobu prezentacji

18 may 2013

diary

zingela
zingela

ten mój Anioł

Mój Anioł Stróż is­tnieje, nie żad­ne "gdy­by is­tniał". Is­tnieje i ma ze mną dużo ro­boty. Ale czy to mo­ja wi­na, że kiep­sko radzę so­bie z przechodze­niem przez ulicę?
No właśnie.
Żelaz­ko? Cóż, to do­syć de­likat­na spra­wa - nie ufam mu. I ro­wer. Dwa ra­zy omal nie stra­ciłam na nim życia, złamałam rękę i byłam świad­kiem pra­wie-tra­gedii. Brr.
W ta­kich sy­tuac­jach nie raz ra­tował mnie Anioł Stróż. Jak wygląda? Myślę, że jest brzyd­ki, ale brzyd­ki w ten ta­jem­niczy sposób, że pat­rząc na niego, nie można go na­tychmiast nie po­lubić. Co czy­ni go ta­kim brzyd­kim? Pos­tu­ra, bo z pew­nością ma ar­cysze­rokie ra­miona, żeby mnie objąć. Mie­szczę się w nich ze wszys­tki­mi moimi prob­le­mami, które w je­go objęciach tracą znacze­nie.
Ważną cechą mo­jego Stróża są długie no­gi i duże sto­py, żeby zaw­sze mógł mnie do­gonić - skrzydła to prze­cież nie wszys­tko. Ten mój Anioł pew­nie co chwi­la się wścieka, bo choć zos­tał wy­posażony w cu­dow­ny sprzęt do la­tania, to i tak mu­si za mną biegać. Mój Skrzyd­la­ty ma w so­bie coś z ludzi (a może to ludzie mają w so­bie coś z aniołów?), bo zu­pełnie jak oni jest naj­piękniej­szy, kiedy się uśmie­cha. Z tym że nie boi się uśmie­chać od ucha do ob­ca­sa. (...)

--- full text ---

21 april 2013

diary

zingela
zingela

o najlepszej nauczycielce, jaką miałam szczęście spotkać

U schyłku kolejnego 14 października w moim życiu chcę wspomnieć o mojej najlepszej nauczycielce.
Nie uczyła polskiego - co może niektórych zdziwi - ani religii, ani matematyki, ani nawet biologii.
Nie, nic z tych rzeczy.
Pani Ela uczyła mnie grać na fortepianie.

Pamiętam, że w przedszkolu odbywało się jakieś badanie, do którego konieczne było zdjęcie bluzki. Wydaje mi się, że chcieli zobaczyć, czy nie jesteśmy za bardzo pokrzywieni. Większego problemu nie było, dopóki nie nadeszła kolej małej zingeli. W moim ówczesnym pojmowaniu świata takie badanie musiało uwłaczać jakimś zupełnie oczywistym i podstawowym prawom, bo zbuntowałam się.
Tak, ta grzeczna zingela, zawsze stawiana za wzór (zwłaszcza podczas leżakowania - widać, od dziecka wiedziałam, co dobre), nieśmiała, posłuszna, cichuteńka - taka właśnie dziewczynka pokazała pazurki pod koniec swojej bytności w tej instytucji. Nie pomogły prośby ani groźby - zadzwoniono po mamę. Jako że z pracy do przedszkola miała dwie minuty - może dwie i dwadzieścia dziewięć sekund, jeśli doliczać przejście po schodach - przybiegła i próbowała zaradzić problemowi.
- Dam się zbadać, jak mnie zapiszesz na wszystkie zajęcia.
- Jakie wszystkie?
- Angielski, tańce i szkoła muzyczna.
W obliczu zniecierpliwionych pań przedszkolanek głupio się było nie zgodzić i tak oto dziecko, któremu (...)

--- full text ---

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register