Zmiana sposobu prezentacji
Miałem piękny sen. Siedziałem, jak zwykle w swoim ulubionym fotelu, a naprzeciwko mnie siedział na krześle Bóg. Z jego oblicza emanowała wieczność, a z oczu biła mądrość wszechwiedzącego. Siedzieliśmy więc naprzeciwko siebie, a rozdzielało nas potężne, mahoniowe biurko. Na jego blacie stała butelka wódki i dwa kieliszki. W tym gabinecie niebiańskim, piliśmy wódkę. Ja i mój Bóg. On palił cygara, ja swoje skręcane papierosy. Już nie pamietam, o czym dokładnie rozmawialiśmy. Zapewne o pierdołach, jak to przy wódce.
Zadzwonił telefon. Otworzyłem oczy, uniosłem ciężką głowę i podniosłem słuchawkę, i usłyszałem:
- Cześć Piotrze, tu szef.
- Witaj Boże mój. Czy mogę, coś dla Ciebie zrobić?
- Tak. Napijemy się, dzisiaj wieczorem. Teraz ja przyniosę wódkę.
- Tak Boże. Mam tylko jedno pytanie.
- To nie był sen, to nie był sen Piotrze.
Kiedy ją poznałem, była piękna, ambitna i leciała na pieniądze. Przyjechała szukać szczęścia do większego miasta. Myślała, że jako absolwentka szkoły wyższej będzie miała łatwiej. Później nawet mówiła mi jakiej, ale od razu zapomniałem. Pierwszy raz ją zobaczyłem w barze, gdy przyszła na drinka. Raczej szukając okazji, kto jej postawi. Rozejrzała się dookoła, a wszystkie męskie oczy były zwrócone na nią. Potem przychodziła codziennie, albo by się napić, albo w poszukiwaniu mężczyzny. Nigdy nie potrafilem jej zrozumieć, jednak szybko się jakoś dogadaliśmy i zamieszkała u mnie. Pewnie dlatego, że miałem kasę. Z początku było fajnie, potem próbowała ingerować w moją niezależność i wtedy się zaczęło. Kłótnie rano, w południe i wieczorem. Pewnego dnia nie wytrzymalem i wyrzuciłem ją, w końcu to moje mieszkanie. Ona próbując się zemścić na mnie, opowiedziała swojemu następnemu kochankowi, który był dziennikarzem, że w chwili szczerości wyznałem jej, że to ja przeciąłem przewód paliwowy w samochodzie moich dziadków. Fakt ten miał być przyczyną ich śmierci. Oczywiście suka strasznie kłamała, a ten idiota jej uwierzył i napisał na ten temat artykuł. Policja naciskana przez opinię publiczną, na nowo wszczęła śledztwo. Dokładnie przesłuchała ją, a potem zostałem wezwany, aby potwierdzić albo zaprzeczyć jej zeznaniom. Zachowałem się w tedy jak ostatni kretyn, po pierwsze pojechałem (...)
--- full text ---
Bezmiar oceanu. Miliony litrów wody. Pierwszy raz widziała morze. Nie spodziewała się zobaczyć w jednym miejscu tyle wody. Ten bezkres powoli ją przerażał. Ostatni raz się tak bała, będąc małą dziewczynką. Przebywała wtedy z rodzicami w górach. Podczas jednej z wędrówek, gdy byli na szczycie góry, zaskoczyła ich nagle gwałtowna burza. Od tamtej chwili bała się nieprzewidywalnych żywiołów. Patrząc na błękit oceanu, słuchając szumu fal, przypomniał jej się sen. Sen, który przyśnił jej się dwa tygodnie wcześniej. Stała właśnie nad brzegiem morza, kiedy na horyzoncie pojawił się statek. Okręt kierował się w jej kierunku. Zanurzyła dłonie w oceanie, cały czas go obserwując. Podpłynął, jak tylko mógł najbliżej brzegu i znieruchomiał. Mimo hałasu fal, świszczącego wiatru w uszach, wyraźnie słyszała dźwięk spuszczanej kotwicy. Teraz już usiadła na plaży, nie dowierzając oczom. Ze statku opuszczono łódkę, lecz nikogo w niej nie było. Przyglądała się bardzo uważnie łodzi, która nieprzerwanie płynęła w jej stronę. Gdy łódź przybiła do brzegu, szybko podbiegła do niej. Chciała się przekonać, czy napewno nikogo tam nie ma. Stanęła przy niej i nic. Pusta. Odwróciła się i już chciała odejść, gdy obok pojawiły się ślady bosych stóp. Zatrzymała się i odruchowo obróciła głowę, żeby zobaczyć, kto z nią idzie. Nikogo nie było. Ruszyła naprzód, a ślady stóp poruszały się razem (...)
--- full text ---
Punktualnie o godzinie dwudziestej drugiej otwierają się drzwi do sklepu obuwniczego. Mechanizm unoszący żaluzje w witrynach, ukazuje niezwykły widok wystawy. Są tam dziesiątki sztucznych stóp, a na nich przeróżne modele obuwia. Wszystkie buty lśnią, świeżo wypastowane, w świetle lamp. Neon świecący nad sklepem informuje przechodniów, że sklep został właśnie otwarty i zaprasza do środka na zakupy. Nad tym, żeby wszystko odbyło się punktualnie czuwa kierownik, który jest jednocześnie właścicielem i członkiem Komisji Śnieżnej, jednak nigdy nikomu o tym nie mówił, gdyż wie co grozi za ujawnienie tej informacji. Jest to niski jegomość w wieku 42 lat, o niewielkiej tuszy i całkowicie łysy. Dzięki majątkowi jaki zbił grając na giełdzie, postanowił urzeczywistnić swoje szalone marzenie, aby otworzyć sklep obuwniczy o nazwie „Lśniący Pantofelek” i to czynny od 22 do 6. Nigdy nie cierpiał pracować w dzień. Oprócz niego pracują
tam jeszcze cztery osoby. Dwóch kasjerów, bliźniacy Mba i Omba, emigranci z bliżej nie określonego kraju w Afryce, oraz dwie Chinki Li i Lao obsługujące klientów. Wybrani zostali po wyczerpującej miesięcznej rekrutacji. Wszyscy ubrani są w jednakowe stroje, czarne spodnie i białe polo, a na stopach eleganckie czarne buty oraz obowiązkowo czarne skarpetki. Li i Lao są studentkami z Pekinu, które przyjechały doktoryzować się na miejscowym uniwersytecie z nauk politycznych. Li pisze (...)
--- full text ---
