|
| |
|
ALL WORKS
Poetry (178) Prose (17) Diary (177) Photography (1040) Graphics (115) Books (3)
Postcards (23) About me Friends (55) | |
umościłam się na bocznym torze
Znalazłam w skrzynce mailowej prezent, informację o projekcie z KIK czyli Krakowskim Inkubatorze Kultury. Ileż projektów społecznych mam już za sobą, myślałam, że się z tego wyleczyłam, że jestem czujna i pokusy odrzucać potrafię. Nic bardziej mylnego. Podziwiam mistrzostwo osoby, która obmyśliła sobie tego granta i właściwie powinnam się od niej uczyć, oczywiście gdybym chciała wrócić do roli siłaczki. Dotąd nie wiem czy los wielbić, czy przeklinać za brak ostrożności, bo dobrze mi w ciepełku nic nierobienia tzn. odsunięcia się od codziennej pracy zawodowej, robić to mam co tylko nie chce mi się już emanować pobudzaniem innych do życia i robienia społecznego dobra. Zresztą nieraz mam wątpliwości czy jest celowe robienie czegoś dla kogoś, gdy on takiej potrzeby nie artykułuje. Z drugiej strony jeżeli ma siłę artykułować, to już jest na dobrej drodze, aby sam sobie coś wymodził lub się zbratał z innymi podobnymi.
Nie wytrzymam od własnego bełkotu, więc teraz truchtem do finału. Podjęłam wyzwanie ze skrzynki. Napisałam krótki projekt, który wpasował się w to co robiłam aktualnie, czyli kontakty z moimi byłymi koleżankami, świetnymi polonistkami, którym podsunęłam moje poetyckie osiągnięcia. Teraz konsultacje, korekty selekcje wpisały się w Krakowską Kulturę i na dodatek mają zachęcać innych szufladowców z sąsiedzkiego otoczenia do wyjścia z cienia. Nic by w tym nie było złego, samo dobro - dodatkowe fundusze na wydanie tomiku, wieczorek promujący i skupiający artystycznie sąsiedztwo, ale no właśnie jest ale. Po przystąpieniu do projektu okazało się, ze jest to sprzedaż wiązana i trzeba przejść cykl szkoleń związanych z tego typu działalnością. O mamuńciu! Znowu w szkolnej ławie i weekendy nie moje. Uczucia mi się mieszają, część rzeczy tak doskonale znam. Pewnie to moja wina, że taka wieczna uczennica jestem, staram się zaakceptować ten pomysł i nie opierać losowi, może tak miało być, że wyciągnięto mnie spod komputera, który jak w 1 liście do Koryntian - cierpliwy jest, łaskawy jest, nie zazdrości... wszystko znosi... tylko na własnych nogach z domu do ludzi nie wyjdzie.
Dobrze jest, lecę na Mikołajską posłuchać, gdzie można się dokopać nowych grantów. Z braku beneficjentów młodzieżowych czas - na rok seniorów.
tu też wrócę
report
o dzięki, ja uciekam na Rynek :)
report
:)
report
Wprawdzie jestem nieco zmęczona, ale wolę nie odkładać tematu - sporo mnie tutaj zaciekawiło.
report
Po pierwsze, "i właściwie powinnam się od niej uczyć, oczywiście gdybym chciała wrócić do roli siłaczki" w otoczeniu info o grantach, projektach społ. itp. Skąd przy nich poczucie aż tak niewdzięcznej roli :)?
report
Po drugie, "Zresztą nieraz mam wątpliwości czy jest celowe robienie czegoś dla kogoś, gdy on takiej potrzeby nie artykułuje". Nie wiem, jak być "powinno", czy "musi", bo o powinnościach i przymusach chcę wiedzieć coraz mniej, im jestem starsza. Natomiast i bez nich tutaj się zgadzamy: beneficjent projektu / programu = ktoś, kto mówi "chcę". Inny wg mnie - to strata czasu i dla uczestnika, i dla prowadzącego.
report
Jednak, właśnie w związku z tym poglądem pozostaje pytanie z "po pierwsze". O jakiego rodzaju projektach, które zmuszają kogokolwiek do udziału w nich, mam myśleć? Wydaje się bowiem, że właśnie atutem takiej postaci działanie jest możliwość maksymalnego ograniczenia w niej wszelkich postaci przymusu.
report
takiej postaci *działania jest możliwość...
report
Reszta później, kiedy już będę mogła zobaczyć, co się dzieje w kontynuacjach pierwszego i drugiego: niech wątek bez kataklizmów nadmiaru dojrzewa.
report
z rozczarowanie mostem molo stoi, Ambitna Licealistko..
report
w inkubatorach jest za gorąco i do tego to są wylęgarnie :P
report