3 september 2011

poetry

Arwena
Arwena

może i garbata ale spróbuj mnie złamać

nie krzycz bo jeszcze usłyszę
wrócę drogą ze spuszczonej smyczy
utopisz głowę w zimnej wodzie
 
okoliczne psy zagryzają kości
świnie kwilą do nieba
którego dla nich brakło
więc dzielą to między siebie
 
przypominasz wielkie siodło
wciskasz mi się w tyłek
wiele o tobie mogę powiedzieć
ale nie to że jesteś czuły
chociaż dałeś mi trochę rozkoszy
 
moja spluwa potrzebuje towarzystwa
siadacie na wprost
tłumaczysz dlaczego nie mogę zostać
nie jesteś przekonujący
wsadzasz jej palec w oko
ból doprowadza do szału
 
 
świnie nie widzą nieba
moje błękitne oczy nie wystarczą

Slawrys
3 september 2011 at 08:15

czasem błękitne oczy wystarczą; zależy kto w nie patrzy :)

report

Krzysztof Konrad Kurc
3 september 2011 at 08:19

"wsadzasz jej palca w oko" Myślę że raczej "wsadzasz jej palec w oko" Pozdrawiam Krzysiek

report

Arwena
3 september 2011 at 08:40

dzięki

report

Arwena
3 september 2011 at 08:19

ooo to chyba najbardziej, zależy kto w nie patrzy ;)) buźka slaw :))))

report

Slawrys
3 september 2011 at 08:26

:))) facet to świnia :))) pewnie dlatego zależy kto vel co :))

report

Arwena
3 september 2011 at 08:40

;)

report

Konrad Redus
3 september 2011 at 09:45

czyjeś oczy nie wystarczą by świnia zobaczyła niebo, tym bardziej, jeśli to nie jest błękit, po którym spokojnie płyną chmurki, a jedynie początek otchłani

report

Wieśniak M
3 september 2011 at 10:02

świnie wniebowstępują, brak przecież ich cmentarzy...

report

Wanda Szczypiorska
3 september 2011 at 19:05

A to dobre. Każdy z nas jest nagrobkiem świni

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register