Zmiana sposobu prezentacji
potrącone mimochodem spojrzenia
milkną
gdy przepraszam podane z różami
staje się ciężkostrawne
jak bałwochwalstwo
sklasyfikowane pospiesznym wzrokiem
powierzchownie
nie chcę być pomnikiem ku uciesze
ptactwa
na środku pokoju krzesło
siedzi bezusty człowiek. obok poeta
intrygant
człowiek wstaje
przeciąga się w milczeniu. poeta
krzyczy
musisz wyjść
poza fakty. załamanie
i odrodzenie
człowiek nie staje się twórcą
z dnia na dzień
twórca też był kiedyś człowiekiem
na elektronicznych wysypiskach
serce to zabobon
proszę sobie przypomnieć
i wtedy zapominam
że byłam dzieckiem
muszę sobie przypomnieć
powtarzam
niczego nie jestem pewna
mam kilka wersji
wspomnień
takie są fakty
mniej i bardziej istotne
dowody rzeczowe - brak
bardzo kobiece poczucie tożsamości
wieczność poza mną nie istnieje. namiętność woli
witalność walcząca z przemijaniem i nietrwałością
pęd życia przyrody ożywionej i nieożywionej –
wszystko jest we mnie
ulepione z buntu przeciw ulotności
od marzeń aż po fizjologię i fizykę. sama jestem
sobą
bo tego chcę. chcę nie być
pozbawiona siebie. chcę czerpać z uporu
zamkniętego w energii mrocznego milczenia
można mnie wypatroszyć a potem wdeptać w ziemię
i nadal wiem kim jestem.
słodko uskrzydlona pierworodna grzeszność
z chcicą na niemożliwe
wklejam wiersz
a wychodzi rozsypanka
zaraz edytuję i naprawiam
ale zostaję wylogowana
piszę komentarze
i one są ale zaraz znikają
i ja choć niby niezalogowana
wśród aktualnych widnieję
zaczynam tracić nerwy i cierpliwość
ktoś podpowie co robić
czy lepiej się stąd wynieść ???
ps. to wszystko prawda
pościel sennie pulsuje
miękkim oddechem
anielski puch kiełkuje
niczym przebiśnieg
na gałązce dzwonki nucą
kołysankę cichą
jak śnieg kołuje za oknem
stille nacht heilige…
unosi nas w ogrodzie
pojednane ciepłym drgnieniem
białe płatki pod jemiołą
zespolone w jeden
chcesz?
rozbiorę się jeszcze bardziej
zatańczę kołysząc biodrami
ty wciąż patrzysz
na guziczki i dławisz się w przerwach
między dotykami
na power
zatańcz ze mną albo użyj
pilota
razem dokończymy walkę
Adamka
z workiem na plecach
ugięty pod ciężarem puszek
mijał ludzi
z kamienia, żelaza, papieru
wśród nocnej ciszy
rozległy się obelgi i kpiny
a on szedł
patrzyłam za nim długo
to był on: Nieświęty
gdy znikł
wtopiłam się w tłum
ludzi z krwi i kości
pierwszy krok
nasz ulubiony park w centrum miasta
pełno tam dymu i psich kup
a ja przerażona
bo nie wiem czy mój poeta jest wrażliwy
na zapachy i strasznie się pocę
gdy przechadzamy się jak starzy znajomi
albo para kochanków
pod pachę
siadamy na ławce
on rozkłada się wygodnie na moich kolanach
a ja przerażona
ściskam się w sobie z nadzieją że mnie dotknie
od środka i czekam
co ciekawego dziś opowie
na pożegnanie pogłaszcze ostatnim wersem
nie spotkamy się jutro z przyczyny końca poezji
to może zaczniemy od nowa
(...)
--- full text ---
