Zmiana sposobu prezentacji
poukładam resztki słów
w jedno może zdanie
cóż mi pozostało po nich
kiedy milczysz
nie grzeszyłam pokorą
grzechem naiwność
nie ma już nic
Dziś tak kapryśnie na dworze i ciężkie powietrze w żagle leniwie dmie, mały człowiek idąc droga kamieniami usłaną wie, że ciężar to ciężar nawet mały do ziemi gnie, uśmiecham się ukradkiem w oczy nocy kiedy kradnie księżyc, nikt nic nie wie, nie czujesz tego? ból zawstydzonych dusz ciąży na twoim sumieniu...
Zaczaruj zapachem tych lilii i róż
w satynowej pościeli ich płatki złóż
tak ci ulegnę choć na noc
potem ucieknę...
poschły kwiaty i łodygi
nawet nikt ich strat nie liczy
a to tylko na jedną noc...
Chciałam tylko coś zostawić
może to głupie
kilka odartych ze wstydu liter na brudnym kartonie
poetycko bezdomna
wolna bez zobowiązań chciałam tylko...
może nikt nie poczyta nie uśmiechnie się we śnie
w grobie się nie przewrócę kiedy literówki wnuk poprawi
pozwól myślą się narodzić bez bagażu nadpobudliwych wrażeń.
Gdybyś mógł namalować
moją duszę jaki kolor wybierzesz?
tylko mi nie mów że biały
nie jestem bezbarwna i czysta przesadnie
może podpowiem
nie uciekaj!
chcę być jak tęcza
W śnieżnej pościeli, otulam się bielą, czystą i miękką. Coś mi wpadło do oka, zakłuło w serce i wnet zamarzła dusza. Tęsknoty małe i smutki duże już nie mają znaczenia, strach i miłość ucichły razem, cały ten ból utopiłam w śniegu...
Może jak ci powiem... zrozumiesz, żyć razem, osobno może tylko czasem się da, tak głucho w lesie i smutno w domu, pomachaj do mnie nim zginiesz za mgłą gęstą i biało mleczną, tak wiem, lubisz mleko z miodem i mimozą...nad ranem skrawkiem ciała ci okażę leki. Całuj bez pamięci, żadnej pogardy, zakłamania i biedy, ubogo patrzysz na ulice śliskie, ubogo na drugie imię...
