Zmiana sposobu prezentacji
I chociaż boli, wiem.. Czas zdecydował inaczej.
Mój dwunasty wymiar, który powstał gdzieś w mojej głowie, zapowiadał się całkiem obiecująco. Chciałam zburzyć wiele granic, zniwelować obawy i wzbić się ponad wszystko, by obserwować życie innych, wyciągać wnioski - budując przy tym siebie na nowo. Po czasie przyznaje, że znowu mi nie wyszło. Zastanawiam się najzwyczajniej w świecie - dlaczego? I snuję tutaj kilka teorii. Pierwszą z nich jest to, że ślepo uwierzyłam w coś, co ludzie nazywają związkiem i miłością. Oddałam się temu w pełni, poświęciłam czas, rezygnując znowu z siebie i swoich aspiracji życiowych. Dla kogoś, kto - jak wtedy wydało mi się, był tego w zupełności wart. Aktualnie, kiedy poznałam już drugą stronę medalu tej relacji - wiążącej, żałuję. Zmarnowany czas na coś, co nie przyniosło mi niczego dobrego, jeszcze bardziej mnie pogrążyło a w dniu dzisiejszym prawie zmiotło z powierzchni ziemi. I co dalej? Nie wiem, bo nie potrafię powiedzieć sobie "skończ, zostaw, otrząśnij się". Nie ma już etapu wyparcia, akceptacji. Jest przyjęcie sytuacji na barki, a w głowie jedynie "żyj, po prostu żyj i miej to w dupie". Jak mam mieć w dupie coś, co mnie przybija, a satysfakcją są jedynie wygrane kłótnie. 2:0 Kotku. Drugą teorią, dociekając temu "dlaczego" jest zabicie w sobie "samej siebie". W kółko gadanie (...)
--- full text ---
Teraz - albo nigdy?
Wydaje mi się, że każdy ma w swoim życiu taki okres, kiedy po prostu zwątpi we wszystko. W siebie, szczęście a nawet w miłość, która uskrzydlała przez nieokreślony czas. Prawda? Ale ile razy można doprowadzać swoje życie do martwego punktu? Chyba nie potrafię już zliczyć tych "razów" na palcach obu dłoni. To nie jest kwestia użalania się nad sobą, wiecznie i w kółko. Myślę, chyba jestem w stanie to w końcu przyznać przed samą sobą, że jestem słaba. Udaję, wiecznie silną, szczęśliwą... A to prowadzi tylko do tego, że zadaje sobie coraz to większe ciosy. Człowiek sam sobie potrafi wszystko utrudnić i wiele w sobie zabić. I każdy szuka winy w innych. A ilu z nas jest w stanie dostrzec to zło w sobie? Głośne przemyślenia, każdemu to polecam.
Co dalej?
Zamknięcie się w czterech ścianach, było dobrym sposobem na zebranie w sobie siły. Tylko do pewnego momentu. Uciekanie jak najdalej, byle wyjść z domu, usiąść i patrzeć się godzinami w niebo, ewentualnie smęcić przy swoich ulubionych kawałkach, które w jakiś sposób motywowały. Też dobre, ale trwało chwile. Znalazłam miłość. Złamał mi serce. Zwątpiłam, uciekałam od uczuć, wmawiałam sobie, że nic we mnie nie żyje, serce jest skałą i pozostawałam niewzruszona. Było mi dobrze. Po pewnym czasie było mi gorzej niż wcześniej. Wyzbyłam się wewnętrznego zła, gniewu i nienawiści. (...)
--- full text ---
Ludzie są tylko marionetkami.
Wkurwienie ze stanu "rzeczy" przyjmuje powoli stan "umysłu", topiąc nas z każdą minutą, bardziej i głębiej w otchłań beznadziei, my zwyczajnie - pod naciskiem zbyt ciężkiego balastu na piersi, poddajemy się. Człowiek jest tylko kukłą w tym bezdusznym, wrogim świecie. Dajemy sobą manipulować, pomiatamy sami sobą - bo ponoszą nas chwile wiążące się z gównianymi emocjami. Chcąc czy nie chcąc przegrywamy, bo poddajemy się temu zbyt wcześnie. Jesteśmy tylko zabawkami. Przywykliśmy do tego, że sami dla siebie jesteśmy skurwysynami. Chłodne relacje, wilcze spojrzenia i plastikowy wyraz twarzy. Za plecami tylko fałsz, siejący się wokół ferment. Wszystko cuchnie, pod naciskiem siarki unoszącej się ponad ziemią. Atmosfera nie spełnia już swojej roli a gleba rodzi tylko próchno. Umieramy. Poddajemy się i umieramy. Giniemy jak psy. Jak małe topiące się szczenięta. Jesteśmy warci tyle, co nasze gówniane uczucia.
Nowy rok - stara ja.
Paradoks.
To kłamstwo, że ludzie zmieniają się w czasie. Tylko z czasem odkrywają przed nami karty, głęboko ukryte, przez co dostrzegamy - jakim osobami są naprawdę. Nie istnieje pojęcie granic - to jedno wielkie nieporozumienie.
Granica to jedynie linia która oddziela dwie różne ziemie. Człowiek nie wie czym ona jest. Wydaje nam się, że możemy je przekraczać. Szczerze? I tylko szczerze, bo szczerość jest podstawą ku zdrowemu funkcjonowaniu. Człowiek jako istota posiadająca umysł, może przeskoczyć wszystko i zrobić dokładnie wszystko. Nie patrząc na konsekwencje, to co powstrzymuje nas przed wyrzutami sumienia czy zadaniem komuś krzywdy - to opinie społeczeństwa. Ludzie są jak zwierzęta, rządzą nami prawa natury i tak samo występuje między nami selekcja naturalna. Słabe jednostki - polegają jeszcze przed życiowym startem. Jednostki silne, lub prawie w pełni sił - starają się napędzać życie bodźcami, a to jak z jaką siłą napędzają swoje życie - siła przypadków, losowych zdarzeń. Ci prawie najsilniejsi, mają poczucie - że mogą dosłownie wszystko, wspiąć sie na szczyt i na nim królować. Nie ma ludzi pomiędzy, półśrodki to brednie. Wydaje nam się, że decydujemy w pełni o jakości swojego życia. Kłamstwo. O tym jak żyjemy decyduje społeczeństwo. To otaczający świat decyduje o tym, ile będziemy w stanie wycierpień i wytrzymać. A co z psychiką? Ludzka psychika (...)
--- full text ---
Często wydaje mi się, że gubię się w swojej głowie.
Utrata oddechu i świadomości, to chwilami najlepsze co może Ci się przytrafić. Możesz wtedy uzmysłowić sobie to, jak wygląda w prawdzie Twoje życie. Przeminie Ci przed oczyma w ułamku sekundy. Przestaniesz oddychać na krótką chwile i odzyskasz świadomość po to, by uczyć się na błędach - zmieniać siebie i otaczający Cię świat. Utrata oddechu może też doprowadzić do Twojej śmierci. I możesz podjąć taką decyzje świadomie. Możesz również patrzeć na Ziemie z góry, jeśli istnieje, żałować lub być dumnym ze swojego przyziemnego życia. Świadomość płata nam "figle". Możesz być świadomy utraty oddechu i wołać o pomoc, ratować się. Świadomość może również podjąć decyzje za Ciebie i w kilka chwil zwyczajnie się udusisz. Wydawać by się mogło, że jest to nie logiczne i nie poprawne. Bzdura. To zawiera sens, trzeba się temu dobrze przyjrzeć. Tak samo jest z Miłością, wiesz? Świadomie możesz jej pragnąć, podejmować kroki i decyzje w życiu tak, by jej doświadczyć. A ona w chwili Twojej nieświadomości, może pozbawić Cię wszystkiego. Zabije Cię, zaleje Twoje życie żalem, cierpieniem i zawodem. Doświadczysz bólu, cierpienia w czystej postaci i żalu, najprawdziwszego żalu na świecie. Szczerej żałości. Może się też zdarzyć przeciwnie. Nieświadomie może cie spotkać Miłość, w chwili kiedy nie będziesz się (...)
--- full text ---
Obiecaj, że będziesz się za mnie modlić.
Noc uwalnia wewnętrzne demony. Nie ukrywa strachu i nie potępia rozpaczy. Księżyc oświetla brudną duszę, gwiazdy wytyczają ścieżkę prawdziwemu "Ja". Noc pozwala Ci na bycie sobą. Prawdziwym człowiekiem, który nie przybiera maski. Człowiekiem szczerym, brutalnym, nie ponoszącym konsekwencji - przecież jest ciemno. Złudne światło księżyca i kręta, wijąca się ścieżka gwiazd. Demony wypełzają i nie pozwalają o sobie zapomnieć. Brutalnie depczą każdą iskrę nadziei. Zakopują nadzieje i topią marzenia. Od demonów otrzymujesz siłę ku temu - by płakać, łkać z całych sił. Nocą dowiadujesz się kim naprawdę jesteś. Jesteś istotą tak słabą, jak liść na wietrze. Ale jesteś, żyjesz i oddychasz. Mimo demonów, ciemności i bólu - nabierasz powietrza, wypuszczasz miarowo... Jestem człowiekiem bez serca, z duszą czarną jak smoła. Z oczu lecą mi krwawe łzy. W moich żyłach pulsuje obojętność. Na mojej twarzy nie ma już maski. Teraz jestem tylko ja. Ja - pozbawiony uczuć człowiek. Pozostała we mnie namiastka nadziei. Na to, że umrę w spokoju.. Na to, że uwolnię demony bezpowrotnie. Zakopie przed śmiercią i utopię. A sama przeminę..
Obiecaj, że złożysz ręcę i odetchniesz.
Obiecaj, że mnie uwolnisz.
Obiecaj, że mnie nie zatrzymiesz...
A wokół szumiały tylko drzewa, liście szarpał wiatr, opadł kurz i cichy szept unosił się w powietrzu..
Ludzie są ogółem, jednakowi i pozbawieni namiętności. Ogół jest ludźmi, istotami zabijającymi się nawzajem wrogim spojrzeniem i pustym słowem. Puste słowo jest narzędziem zbrodni, naostrzonym i błyszczącym niczym najszlachetniejsza stal, zadające głębokie rany, których nie można załatać szwami. Najszlachetniejsza stal, niczym ludzkie serce, tępiona bezmyślną obojętnością i bezuczuciową grą - zwaną Miłość.
...błękitne oczy wpatrzone były w bezgraniczną pustkę, zatracając się w pejzażu zniszczonego świata, śledząc destrukcje postępującą z sekundy na sekundę..
Jestem ogółem, pozbawionym namiętności i wątpiącym w miłość szarym człowiekiem. Nic mnie nie wyróżnia, waga słów czy szlachetna stal przetopiona bezuczuciowym ogniem - tworząca broń na miarę zniszczonego, destrukcyjną grą zwaną Miłość, świata. Nie czuję żalu, nie ma we mnie nienawiści, w moim sercu kiełkuje obojętność. Smutek i żal, przepełniły każdy centymetr mojego ciała. Nie ma odwrotu, nie ma lekarstwa na zabicie samotności.
...a serce wystukiwało radosną melodię, przepełnioną euforią, zagłuszyła ją beztroska niewiedza, pogrzebowy korowód - śmierć.
Wróciłam.
wyszczerbione pióro
rozczochrane włosy
wrogi powiew zimna
niszczycielska siła
nienawiść
zabija siłą gniewu
pustoszy żalem
dusi dobroć
w serce wlewa
obojętność
spopielone usta
lazurowe oczy
zachodzą ciemnią
rozpacz
stłuczone lustro
błękit nieba
bukowa podłoga
samotne krzesło
nadzieja
orzechowe loki
purpurowa słodycz
sierpniowy zachód słońca
silne ramie
(...)
--- full text ---
Między Nami kryją się
niewidzialne postacie
Takie ciche Anioły
maskujące się przed
codziennością i bólem
Czuwają nad Nami
mali niebiescy Sprzymierzeńcy
Niewinni i bezbronni
kiedyś zwykli ludzie
dziś tylko duchy
Naszych Przyjaciół
którzy odeszli zbyt wcześnie
Blackchange.
Nie usłyszysz o mnie w Moskwie. Nie zobaczysz mnie w Londyńskim metrze. Jestem i żyję, mam się dobrze. Nie tęsknię za gwarem Warszawy i za zachodami słońca nad Bieszczadami. Uciekłam w popłochu z wielkiego miasta. Zakotwiczyłam na suchym, schludnym i przyjaznym lądzie. Jest mi tu dobrze, ciepło, jestem szczęśliwa, oddycham czystym powietrzem. Nie przejmuje się pracą, płacą i innymi problemami przyziemnymi. Jedyne co mnie martwi - to fakt, że ktoś mnie tu odnajdzie. Uciekłam po to, by odpocząć i zapomnieć o pośpiechu, rachunkach i całej biurokracji. Nauczyłam się wstawać o wschodzie słońca i podziwiać najcudowniejsze krajobrazy, które otaczają właśnie mnie. Czuję się jak nigdy dotąd. Nie odczuwam samotności, nie narzekam na brak towarzystwa - chociaż jestem sama, mam go nad wyraz. W południe, słonecznego dnia można spotkać stado saren, cieszących się wolnością, beztroskie zwierzęta. Zazdroszczę im. Uciekłam, ale kurczowo trzymam się myśli, że przecież będzie trzeba wrócić. Nie chcę wracać, chcę tu zostać i oczyścić umysł. Me serce koi wachlarz nut przepięknych melodii. Zakochałam się w szumie drzew, szeleście liści i w kołyszących się liściach paproci. Doceniam każdą sekundę, oddech - chwila jest piękna. Każdego dnia na nowo odkrywam świat. Chcę odnaleźć siebie. Nie pamiętam, jak to jest kochać. Nie czuję żalu bo pogodziłam się z porażką. Moja ucieczka jest pokutą za głupotę. Nie (...)
--- full text ---
