Zmiana sposobu prezentacji
boję się wiosny
nie w porę
nastraja rujowo
pod śniegiem tylko
zbutwiałe liście
ptaszek rapuje beznamiętnie
pi-tu pi-tu pi-tu
idź sam na spacer
marzannę utopię
w kiblu
nie musi dzielić na pół
chleba i życia
mimo to nie starczy
rozkruszy dla ptaków
ciśnie skamieniałym
na pewno
nie zmarnuje
powietrze z powietrza
i podmuch z podmuchu
jak może mieć żal
że wiatr wieje w oczy
kot posmutniał
zanika
widać teraz ciało
odmiennie podrapane
cóż, zabawy inne
gęste wąsy i buty
nie dają się skradać
gonitwa za papierkiem
przeszła w pierwszy wymiar
na superpozycji
wcale nie jest super
zrozumie za późno
by znów być puszystym
mówią stary a głupi
mimo wszystko pogłaszcz
uświadom sobie
mam dziesięć razy więcej lat niż ona
patrzyłam jak malują
obie tak samo
umazane życiem
rozrzuca twarze bezładnie wysyła
nie adresując
i z żalem widzi odbiorca nieznany
albo co gorsza
tonie w odpowiedziach od obcych ludzi
co stają się bliscy
Te pocałunki spięte klamrą strachu,
smakują wtedy właśnie, gdy przeminą,
gdy cię tu nie ma, tylko nić zapachu
i cień dotyku pamięci przyczyną.
Te pocałunki słodkie mimo woli,
co mogą zranić, chociaż tak niewinne,
bo idą za mną, a wspomnienie boli,
że ciut przedwczesne, że inne niż inne.
Tych pocałunków nie dawaj mi miły
- kiedy niewspólna ziemia i powietrze.
Zostać nie umiem, odejść nie mam siły
i nawet nie wiem, co jest dla nas lepsze.
labirynt na prostej drodze
pomiędzy ścianami w ramionach
marzy o klatce ucieka
bezpieczna tylko na froncie
za horyzontem ciemność
nie warto się wychylać
w kolejnym ostrym wirażu
wypadnie poza siebie
- zimny ten mur – powiedział
- ja też – pomyślała i rzeczywiście jeszcze długo
mogła się opierać
