Zmiana sposobu prezentacji
A kolejnej nocy, kiedy żadne z nas nie będzie mogło zasnąć
( poemat z małą, egoistyczną
symfonią w tle )
A
nocą, kiedy żadne z nas nie będzie mogło zasnąć, przypomnimy sobie, że tak się
nie robi, że właściwie nawet tak się nie powinno rodzić, a przede wszystkim nie
w takich miejscach, które później mogą zepsuć nam metrykę. W wielkim „ogonku”,
do pralni zabrudzonych szczęść, zaboli niebo, z zegarkiem nastawionym na jedyną
możliwość, w dodatku w trzeciej osobie. W każdym razie droga ze snu nie
powiedzie prosto do knajpy i to już na pewno nie będzie tak, jakbyśmy odeszli w
wielki mróz od ciepłego kominka. My, wszyscy, którzyśmy wystali wszystko sami,
na „pan tu nie stał” albo na „wykonanie planu sześcioletniego”. Zgodni w takiej
ciszy, która kolejką lub komitetem kolejkowym rządzi, pobrudzeni,
zaszeleszczeni, pogrzebani we własnych oczach, co tak zachłannie śledzą
odległość, jaka jeszcze pozostała od wyznaczonego nam miejsca u drzwi
wejściowych. Gaśniemy, w dodatku w naszych, tak zadowolonych z siebie odłamkach
styropianu i strzałów w biały dzień. Do perfekcyjnej precyzji brakuje im już
tylko frenetycznych oklasków podczas czterogodzinnego przemówienia i małego
skrawka, zacerowanego w dziurawej już pruderii. Odliczamy, a (...)
--- full text ---
