|
| gabrysia cabaj |
|
ALL WORKS
Poetry (317) Diary (100) Photography (24)
Postcards (6) About me Friends (62) | |
mrowią się i roją drzwi ze wszech miar otwierają
by zamknąć przylądek ciszy jestem dziś melancholijna
odchodząc ku sobie rozpuszczam wici jak język strachu
ty moja tajemna złoto-brzmiąca chwilo uniesień
wygładź i wygłaszcz przeszłe załamania rozsuń
góry strzeliste morza czerwone cierpliwą ręką
prowadź a będę migotliwym absurdem śpiewem
pytają mnie po co to robisz co robię nic nie robię
że to jest chore że to szpital przemienienia ja nie wiem
jestem taka bezradna Jezu nie dręcz mnie nie wiem
nie stoję na swoim miejscu a oni nie piją mojej kawy
a ja ich noszę przez noc i dalej tak ciężko nosić kamień
i trudno gdy metaliczne dźwięki beztroskich ptaków
jesteśmy wolni jeszcze śpią dzisiaj zakwitły stare akacje
skowronek nad nimi stanął z trzepotem przeleciał gołąb
.
Większość poetów takie melancholie, taki gąszcz uczuć i doznań wymyśla na użytek wiersza. U Ciebie Gabrysiu jest wręcz przeciwnie i to się czuje. To ten natłok uczuć powoduje wiersz
report
przez dwa dni nie miałam łączenia z trumlem, to teraz dziękuję Wando , za słów kilka - pozdrawiam serdecznie
report
nie śpiesz się..
report
przydreptałam tu za Tobą, staruszku:*
report
zawsze zostaję w tyle..
report
zresztą nieważne, drogi alcie - ważne, by patrzeć w tym samym kierunku..
report