Mrowisko w piasku

mrowią się i roją drzwi ze wszech miar otwierają
by zamknąć przylądek ciszy jestem dziś melancholijna
odchodząc ku sobie rozpuszczam wici jak język strachu

ty moja tajemna złoto-brzmiąca chwilo uniesień
wygładź i wygłaszcz przeszłe załamania rozsuń
góry strzeliste morza czerwone cierpliwą ręką

prowadź a będę migotliwym absurdem śpiewem
pytają mnie po co to robisz co robię nic nie robię
że to jest chore że to szpital przemienienia ja nie wiem

jestem taka bezradna Jezu nie dręcz mnie nie wiem
nie stoję na swoim miejscu a oni nie piją mojej kawy
a ja ich noszę przez noc i dalej tak ciężko nosić kamień

i trudno gdy metaliczne dźwięki beztroskich ptaków
jesteśmy wolni jeszcze śpią dzisiaj zakwitły stare akacje
skowronek nad nimi stanął z trzepotem przeleciał gołąb

.

Wanda Szczypiorska
5 june 2011 at 08:57

Większość poetów takie melancholie, taki gąszcz uczuć i doznań wymyśla na użytek wiersza. U Ciebie Gabrysiu jest wręcz przeciwnie i to się czuje. To ten natłok uczuć powoduje wiersz

report

gabrysia cabaj
7 june 2011 at 07:42

przez dwa dni nie miałam łączenia z trumlem, to teraz dziękuję Wando , za słów kilka - pozdrawiam serdecznie

report

alt art
15 january 2014 at 18:30

nie śpiesz się..

report

gabrysia cabaj
15 january 2014 at 18:39

przydreptałam tu za Tobą, staruszku:*

report

alt art
15 january 2014 at 18:43

zawsze zostaję w tyle..

report

gabrysia cabaj
16 january 2014 at 12:12

zresztą nieważne, drogi alcie - ważne, by patrzeć w tym samym kierunku..

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register