Ta historia zaczyna się jak Listopad, nagłym bólem
w miejscu po starym złamaniu. Chrobotaniem zamków.
W zatęchłych szafach. Pośród kartonowych pudełek,
wyblakłych fotografii i spłowiałych listów
o dawno nieaktualnym zapachu.
Babcia Bronka przędzie na drutach długie pacierze.
Opowiada jak wracał w śnie: tak jak wyszedł,
w spodniach i samej koszuli. Jest tamta izba i lampa,
przy której czytała do światła. Wszystkie drogi
były zasypane, nawet ścieżka do studni i wieko,
okrągłe jak ten Księżyc
- dryfował w wiadrze, aż zamarzł.
Został po niej kredens o smaku owocowych landrynek,
stara szafa z zardzewiałymi zawiasami,
które skrzypiąc otwierały dziwne historie.
To w szafie kiedyś mieszkały wilki
i dumny płaszcz dziadka pełen odłamków z wojny
na śnieżki.
Na dnie szuflady rozsypane ziarenka różańca,
podobno karmiła nimi gołębie
Piękna opowieść.
report
Piękna, małymi literkami też by była piękna (poza Listopadem i Bronką), płynęłaby jeszcze bardziej ale ogólnie bardzo na tak!
report
O tak - przeuroczy obrazek, wspomnienie.
report
ale taniec wokol osi czasu i w asyscie obrazow tla...
report
Jakieś cudeńko jest w każdym wersie. Poczatkowo chciałam je wyliczać, ale trzeba by przepisać cały wiersz, więc może tylko to: Babcia Bronka przędzie na drutach długie pacierze. Opowiada jak wracał w śnie: tak jak wyszedł, w spodniach i samej koszuli
report
Lubię takie opowieści. Po prostu lubię. :)
report
prześlicznie -ten obraz wrócił jak żywy w moich myślach..nawet to samo imie z tą róznicą ,że nikt tak wcześniej pięknie nie zobrazował słowami
report
fajne
report