pobawimy się w indian z wybrzeży skalistych?
w odludne omułki cumujące w kanałach
w powietrzu pył wodny zawiśnie jako mara
gdy spłyniemy szebeką w tajemniczą konkwistę
włożymy czapki zwidki wiatrowskaz w domyśle
rozkolce czareczki puścimy na prędkich falach
zręcznie wirując po anemometrycznych skalach
odnogi morza wciągniemy w pierzasty twister
zaskoczy nas tunel przezroczystych głębin
w których ryby motyle w okrężnicy świtują
przełapane gorącym naczyńkiem w uścisku
baraszkując między ryftem w kierunku cieśnin
by puścić się znów celowo kurs przeredagują
szamocąc słowami na mistykowisku
fajnie płynie się z wierszem, ale są czasem takie "ostre cosie" na jego dnie, że zaboli w oczy. wg mnie obok prześlicznych fraz są takie karkołomne zwroty, takie oschłe i wydumane, niepotrzebnie burzące tę klarowność; zapętlenie tekstowi nie pomaga, tak myślę. Chodzi mi np. o : "zręcznie wirując po anemometrycznych skalach odnogi morza wciągniemy w pierzasty twister", "baraszkując między ryftem w kierunku cieśnin by puścić się znów celowo kurs przeredagują szamocąc słowami na mistykowisku" sens się chowa, a szkoda
report
a jak dla mnie to ten wiersz to jeden z magicznych wirow. moze przez to ze anemometr mam gdzies tam w szpargalach ;)
report