ryś po raz I idzie na przechadzkę a czapla miga mu nad grzbietem
czego nauczył mnie fryzjer od ostatniej wizyty?
w kraju jak w maju. w raju jesteśmy sobie
wyznaczeni i tu się waży instynkt. przez
jakiś czas nie będziesz miała się na co ubrać.
kobieto przy moście, w drodze do air i zony,
bo oto prują czupurne klony pod wiatr jak
punkty zaczepienia.
zagadka, którą podsunął mu sixth sense
wadziła mieszki w wyobraźni rysia. aż zaczął
śledzić żyrafy, podróżować od szafy do szafy.
a ona kompletnie roznegliżowana w złocistej
sukience, lekka jak biurko, na którym jestem
notabene porządnie ekscytowany, kiedy
zdecydowanym puchem nawija papiloty.
mam wówczas ochotę sunąć opuszkami
przez twoje miodowo gęsto opadające ochoty.
a rysia spektakularnie włożyć pod poduszkę
Piekny wiersz Asiu:):)
report
Asiu, miła, efektowna gra słów, ładne erotico czasami, ale dla mnie - nic poza tym. Rozkleja mi się.
report
hmmm... hmmm... hmmm... wydaje mi się, że to jest na tyle specyficzna wypowiedź, że czytacz musi być przynajmniej w podobnym nastroju do odczytywania. jednego dnia trafi w sedno, drugiego psyknie niewypałem... nie wiem, który mam dzień dzisiaj...
report
Rozumiem dylemat. Ponieważ ten tekst jest spisany super lightowym językiem, choć ma pod podszewką kilka fraz przeplecionych grubymi nićmi, rozumiem, że może brzmieć właśnie jak wydmuszka. Doceniam szczerość czytelnika i kłaniam się dziękując wszystkim za uwagi i lekturę.
report