Co nie zdążyło schować się pod ziemią,
zwęglone i martwe klei się do rąk. Kto
poczuł aż taki wstręt, że podpalił, widząc,
jak to się rozpędza, otwiera oczy, chce żyć?
To już nie moja ziemia, tylko pusty dom
z zapadającą się podłogą. Niebo osiwiało,
słyszę, jak krztusi się od dymu. Oszalałam?
To na co patrzę jest prawdziwe,
samo się nie wymyśliło, nie spaliło.
Czy ktoś zna takie miejsce, pominięte
w spisach, gdzie ogień najpierw grzeje?
To nie musi być ziemia, jest mi
wszystko jedno. Nic mnie tu nie trzyma.
Pani Mirko, czy to się wydarzyło? Bo pierwsza zwrotka jest jak skarga na coś, co się stało. Pozostałe właściwie też.
report
Pani Wando, musiało coś się stać. Nigdy nie wymyślam wierszy, bohaterów. W moich tekstach jest wiele imion - są to zawsze żywi ludzi, których albo znałam, słyszałam o nich, widziałam. Podobnie jest z "dzianiem się". Niekoniecznie wokół mnie - czasem stoję z boku i nasluchuję. W tekstach podmiotem lirycznym bywam, ale nie zawsze, mówię też pierwszym głosem w czyimś imieniu. Ale zawsze to, o czym piszę - zdarzyło się. dziękuję za komentarz
report
Pani Mirko, a mi się nasunęło po kolejnym Pani wierszu, że te pytajniki i mocna, dobitna pointa sprawiają, że jest Pani rozpoznawalna. Pozdro.
report
Pytam dużo, właściwie ciągle pytam, bo tylu rzeczy jeszcze nie wiem. Dziwnie dobrze się czuję z tą niewiedzą:) dzięki.
report
Kolejny bardzo dobry wiersz. I swietna wizja krztuszącego sie od dymu nieba. Czasami trzeba tak - na odwrót. Pozdrawiam ciepło z Ustki:)
report