krajobraz znikąd

krajobraz pelargonii cierpliwie rozsupłuje sznurówki okien
cień Chrystus przybity do krzyża nad drzwiami z wytartym grzbietem
kot wydeptuje skarpetki na drugą stronę mruczenia na śnieżnym
płótnie ściany kilim malw i pielgrzymi szlak słodkiego zmeczenia
pątników z odległej pasieki w zakurzone smugi słońca

kamień podpiera starość węgła ojciec posadził jeszcze jedną jabłoń
i choć mięta nie pachnie już zdrowiem cisza zasiana makiem
wspomina gwarne popołudnia gdy dom wypełniał się świergotem
zwołującym rozproszone niebo droższe od własnego oddechu

dlaczego tyle musiało się zdarzyć by nie stało się nic co by mogło
zawrócić tęsknotę z drogi wstecz do zbawczych brzegów przypomnienia
gdzie stary płot wita wciąż rozkołysane pąki marzeń jak obraz światła
niedomalowany to co nieważne takie ważne takie ważne jest teraz rodzinny stół
opasujący każdą z naszych rozmów tu potem już znikąd nie przyjedziesz

krzysztof bojko
20 june 2011 at 20:45

dla mnie od początku do końca. pozdrawiam autora.

report

Stefanowicz
20 june 2011 at 22:57

Dobra lektura, ciekawe słowa, skojarzenia i obrazy. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że wierszowi dobrze zrobiłaby kondensacja. Uniknąłby przegadania. Tyle, pozdr.

report

Kasiaballou vel Taki Tytoń
21 june 2011 at 08:24

kolejny obraz :)

report

Marzena Przekwas-Siemiątkowska
21 june 2011 at 09:16

/sznurówki okien/!!! Już jestem Twoją fanką!

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register