co wieczór Odyseusz pokonuje niepoliczalne armie
wroga - a to Orków, a to hitlerowskiej Rzeszy
lub owadopodobnych Wraith aż z galaktyki Pegaza.
nim opadnie pył nad kataklizmem zwiastowanym
w pojedynczym ruchu heroicznego palca, prostują się
zdrętwiałe żagle, a kapcie obierają znajomy kurs
na macierzystą lagunę. jeszcze halsuje na dymka
w towarzystwie Homera i zawekowanych korniszonów,
nasłuchuje śpiewu syren w pojękiwaniu trzeciego
stopnia piwnicznych schodów. oj, ciężki jest ten
cały Odyseusz naraz. po omacku sprawdzi w ostrym
przypływie niepokoju, czy sternik jest uśpiony
aż po samą szyję. ma chłopak talent do infekcji.
na koniec rytuały przed znoszonym sobą i już można
wchłonąć twoje sny Penelopo. a rano? rano pod Troję.
Pi, Ty grasz w komputerowe gry? Wiersz z tych, które mi się muszą podobać, choć ja nigdy nie grałem.
report
świetny, ironiczno-humorystyczny wiersz.
report
czepne sie Piorus..hitlerowskiej jednak :))
report
ależ jasne, słonko... jak mi ta literówka się przemknęła bokiem? nie wiem...
report
wiadomo dlaczego ! skracasz hitlerowcow domowy Odyseuszu...a kapcie sa w wierszu i tak najlepsze:))
report
"i już można / wchłonąć twoje sny Penelopo" - jeśli to byłoby moje, myślałabym może nad zamiennikiem dla "wchłonąć". No ale nie jest moje:-) I poza nim - byłam po samą szyję. Dobrego.
report