2 june 2011

poetry

Pi.
Pi.

zgorzel

puls jak puls. krążymy, ale trzeba konsekwentnie
dopowiedzieć, że jednak dwuwymiarowe z nas owoce
bug w wyobraźni, kiedy tworzyła żałosny skrypt.
soliści z boskiego nadania? nie jest to dzień ósmy

wśród elektrycznej mgły, kiedy usta nam gorzeją
melancholią. ja pamiętam twoje niedojrzałe anonimy
o fobiach nad rozkapryszoną kołyską. gęstnieję
w słoną i niespodziewaną tożsamość, której ciało

pragnęłaś wchłonąć o czwartej prawie trzydzieści,
wierząc w z góry zafałszowany pretekst. było gorzej
- żyła zgorzel. oto kwitło ciało twoje. trele morele -

jakaż to nadzieja na oddech z toksycznie bliska?
wszystko byle nie cudza empatia. szadź i pukanie
tłumione od wewnątrz skorupy. ono wreszcie osobno.

Nesca
2 june 2011 at 19:28

Tekst super i kupiłeś mnie ostatnim zdaniem:)

report

Małgorzata Błońska
3 june 2011 at 18:34

wiecz co...masz tu genialne frazy. :) i już wiem dlaczego czuję ten wiersz, zamieniłam - "pragnęłaś wchłonąć " na pragnęłeś...eh...

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register