koniec świata nad zimną kałużą
odwołaliśmy plażę przez przeczucie, że morze
ma dzisiaj inne zajęcie.
jakiś ostry potop, tsunami tour de Jawa,
lub irygacja piaszczystych fortec
małym kubańskim szczylom, gdy z głodu śpią.
przypływ odleciał pierwszy.
miał tylko w jednym kierunku i zapomniał.
mewy jeszcze wciąż niezdecydowane,
szpalty rozwichrzonych przez wiatr gazet
skulone od wstydu.
jesteśmy tu tydzień, a wszystko wyczytaliśmy
dwa razy, jeszcze zanim złuszczyło się tło
we wczorajszej farbie.
kto to widział taki przypływ obojętności?
tylko te nerwy, co panikują chórem.
śmierć nad zimną kałużą w październiku,
to chyba mogłoby być dramatyczne
na moją miarę.
wystarczy odciążyć szum rozczarowanych tętnic,
gejzerem jodu prosto w nozdrza
i być odpornym na cuchnący piasek.
mam coś w zodiaku z kota.
wygodnie urodziłem się pod lwem,
więc wszystkie gwiazdy były przeszczęśliwe,
że nie jestem dogiem i nie zawodzę do księżyca.
uczą tu nas cierpliwie: nie wyprowadzajcie
czworonogów na wydmy!
- powinni raczej zakazać myślenia o skrótach,
bo kto natworzy skamielin dla głębokich
przypotomnych?
przecież nie ci, którym z tęsknoty za falą schną oczy?
chyba że golfsztrom już nie nadejdzie
i nie zaleje ciekawskich w lepkim bursztynie.
to dopiero będzie.
jak dobra powieść - wiesz do czego piję. Niepotrzebna chyba wariacja w tytule - wersja 2.0 - twoje prawo tekst zmieniać a ten wtręt niczego nie wnosi (chyba że czegoś nie wiem, bądź nie dostrzegam).
report
Też mi się podoba. Pozdrawiam :)
report
masz rację. wersja 2.0 jest czytelna tylko dla mnie. bez żalu się jej pozbywam. widział ktoś skalpel? :)
report
to była wariacja? to skalpel zadziałał, a wiersz cholernie dobry. Cholernie.
report
Od wiersza wieje chłodem. Skąd się więc wzięli ci kubańscy szczyle?
report
bo jeśli nie ma morza tutaj to przecież gdzieś musi być. na Jawie? Na Kubie? gdzieś...
report
Pi. dałeś radę, wiersz trafia, napisany znakomicie. Pozdrawiam.
report