a wtedy puszczaliśmy mieszkańcom
wielopiętrowca "Przyjaciół Pana Cairo"
chcieli czy nie chcieli
musieli
przekroczyć próg świadomego wkurwu
by wyłączyć bezpańskiego boomboxa
a wtedy ustawialiśmy żeliwne ławeczki
w poprzek ulicy Polanieckiej
chcieli czy nie chcieli
musieli
się hamować zaciągać wyjść z siebie
by przywrócić nudną równoległość
a wtedy wiązaliśmy stalowe łańcuchy
do klamek drzwi przeciwległych mieszkań
chcieli czy nie chcieli
musieli
przeklinać gdy buntowały się
i stawiały opór do samego wewnątrz
więcej tamtych grzechów nie pamiętam
ale tych ani innych
nie żałuję
wygląda na to, że nasz bunt był pozorny; nadzieję wypaliliśmy z gandzią, a nieustępliwość utopili w postmodernistycznym relatywizmie; słowa wygładzone od wtaczania, ale i coraz cięższe..
report