Telfast to za mało

wychodzi zza krzaków, pełza po ławkach. małgorzata nie znosi kwitnących jabłoni
i tęsknych spojrzeń poczciwych brzydali, których litościwie przytula się
do piersi. potem wychodzą z nich piękni dranie. za późno, żeby uciekać,
chyba że w miejsca, co nie pozwalają zapomnieć. małe dziewczynki plotą
tam wianki, trochę większe gubią, a ona próbuje wygonić z siebie te mruczki
zrzucane z okien przez instynkt, człowieka, który nie chce wyjść, choć dawno
po szczytach. pamięta; rok temu też byli parkowymi insektami –
pewna otyła kobieta w średnim wieku łzawiła na ich widok. 

Wanda Szczypiorska
17 may 2010 at 18:17

Bez sensu

report

Mateusz Melanowski
17 may 2010 at 20:44

To nic.

report

Igor Bielenik
20 may 2010 at 13:42

próba sił. trzeba próbować. kiedyś się uda.

report

Jarosław Trześniewski
6 july 2010 at 21:59

Bardzo dobry wiersz.

report

Pietrek
27 october 2013 at 16:39

bomba! :)

report

deRuda
27 october 2013 at 16:41

super

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register