4 december 2010

poetry

Joanna Lech
Joanna Lech

Powroty

Pamiętamy jeszcze podróże z przerwami, szmery i kłucie;
spękaną z upału ziemię, pola gnijące od wody. Więc brakowało
w pokoju światła, był śnieg i szadź pełna szczątków roślin.
Ciemne zaspy spadały na okna, sny się wwiercały w podłogę.

Może lubiliśmy takie zabawy -noce na dworcach, zimne nazwy chorób?
Historie proste jak ślady poparzeń. Z włosów ściekał deszcz, żarówka
pękła, gdy wypluwaliśmy grudy. Może coś się wykluło i zgniło, kilka blizn
zmieniło się w strupy. Coś rozrosło się w tobie, już są objawy-

glina na rękach, plamy po rdzy. Słowa, które szepcze ktoś obcy,
kiedy nad ranem próbuje przecierać oczy; poszarpany jak mięso
i naostrzony.

Rafał Muszer
7 january 2011 at 14:56

"Historie proste jak ślady poparzeń." - fajnie brzmi ale jest nielogiczne moim zdaniem. Ślady poparzeń nie są ani proste, ani bezpieczne. Nie wiem też jak można być jednoczesnie poszarpanym i naostrzonym.

report

stateless
13 january 2011 at 18:15

nie widzę nielogiczności. bardzo:)

report

Tamara Titkowa
15 january 2011 at 23:58

to jest wiersz, ktory ma zapach i pisk koł pociągu ostatniego nocnego, na skraju wczesnego poranka.. dworca jakiegoś bardzo smutnego i samotnego a moze i obojetnego na to co się tam dzieje dworca... poruszający...

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register