13 september 2010

poetry

Sztelak Marcin
Sztelak Marcin

Uroczysko

Odliczam godziny za pomocą kamieni i zardzewiałej puszki.
Nocami tworzę poemat z węzełków kipu. Słucham ptaków
porozmieszczanych niczym latarnie. Punkty odniesienia
wijące gniazda z czego popadnie.
 
Z rzadka słychać dzwony. Niewyraźnie się plączą w koronach
drzew. Czasami trafi w nie piorun. Rozłupie aż żywica splami
nieskazitelną biel prześcieradeł. Rozłożonych na wszelki wypadek.
Gdyby szyszki miały spadać jak śnieg.
 
Zdziczałe koty leniwie baraszkują. Omijane przez zbieraczy
leśnego runa. Okna mojej chaty są wiecznie zamglone.
Nie rozróżniam poranków. Wieczorami jest wyraźnie chłodniej.
Odgłos kroków zanika w ciszy. Nie mogę krzyczeć.
 
Zagłusza mnie rechot żab.

Wanda Szczypiorska
13 september 2010 at 18:13

Panie Marcinie. Nie wiem, czy czytał pan serię wierszy Mirki Szychowiak o Gustawie. Są tu, łatwo je znaleźć. Pana peel miałby w Gustawie przyjaciela. Pana peel wycofany do wewnątrz siebie, pisze poemat, a Gustaw jest niepiśmienny, ale pewno by się dogadali.

report

Jarosław Trześniewski
13 september 2010 at 23:29

Obrazowo i bardzo "le śnie". Dobry wiersz.

report

Szel
15 september 2010 at 01:12

cud miod malina ! znow piekny wiersz Marcinie przepraszam ze w poprzednich ktore czytalam nie zostawilam sladu:( mam sporo zaleglosci w czytaniu...wybaczysz prawda:)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register