Zmiana sposobu prezentacji
MIL – CZY
– SZ (Y)
Otwierają
się
Wrota
fioletowe
Mojej jaźni
I wędrują
po horyzont.
Jak
najdalej,
Od dziś –
jutra, zawsze
Surrealnie
Twoje dłonie
(...)
--- full text ---
Z dziewiątego piętra,
obserwuję cichutko słońce
przeciągające się leniwie.
Gdy idzie po dachach,
stąpając delikatnie,
by nie budzić śpiących
pod nimi ludzi.
Z kawą w dłoni.
Przeciera oczy i patrzy -
samo nie wierząc w Cud Stworzenia.
Zachwycone przeciera oczy,
i staje się światłość.
Mieszkamy w mieszkaniu pod
Aniołem.
Tu cztery ściany, drzwi i
okna.
I cisza, kiedy z zachwytem
wpatruję się w panoramy
miasta
z dziewiątego piętra.
Mieszkamy na dachu świata.
A Twoje oczy znów są
błękitne
radością
jak niebo za oknem.
Oddychamy tym samym
tlenem,
pijemy tą samą kawę
wdychając niebieski dym
szczęścia.
(...)
--- full text ---
Przez dziurkę od klucza II
Mówię do Ciebie powietrzem wyssanym z
przestrzeni przyszłości-inni pójdą tam szybciej-
niech się duszą.
My we własnym tempie
trzymając się za ręce,
kiedy wyrówna się ciśnienie przez dziurkę od klucza.
Opada mi głowa a oczy
zamykają się na kształt protestu wobec
mojej obecności w tym miejscu,
o tej porze.
Obgryzany nerwowo paznokieć
sprawia przyjemność
skrzypiąc między przednimi zębami/łzami.
Pluję nim do popielniczki.
Potem zapalam papierosa.
I siedzę rozparta i naturalna
niemal nago na Twym fotelu.
(...)
--- full text ---
Zielonym okiem
Łapczywie połykam powietrze.
W okiennej ramie,brudna szyba chybocąc się
starannie domyka ostatnie szczeliny
by nie wpuścić do wewnątrz śniegowych gwiazdek.
Za oknem minus sześć i dzień dłuższy
o godzinę czy dwie.Przyjdzie jeszcze chwila
gdy zacznę znowu pisać.
Słowa w głowie
muszą mieć czas,by dojrzeć
Zerwany paznokieć boli dotkliwie.
Przeżył dziś terror drzwi zamykanych
raz, po raz.Lecz zacisnął zęby
i nie pisnął ani słowa.O moich łzach
wczoraj wieczorem.
Śnieg dalej pada -Zostało jeszcze tylko
parę godzin i..
Będziesz przy mnie.
(...)
--- full text ---
Właśnie
wyłania się
Nowy Świat.
Z wód miesięcznych
ziemi,
wystawiają
wypoczęte dłonie
wysokie gałęzie.
Obserwuję z zachwytem
ten czas narodzin.
co roku
od nowa.
I tylko zmarszczek
jakby więcej
i tęczówki
poblakłe
i skroń
bardziej siwa
Budzi się,
(...)
--- full text ---
I czegóż się dziwisz
że umieramy nieodczytani
z plakietką
zaczepioną
o duży palec
stopy
z popiołów łona
powstajemy
bezimiennie
i tak pomrzemy
z twarzą
wydrapana
w marmurze.
3.02.2010
Drzewa
jak koronką wyplecione
Miasto stąd
wygląda
trochę jak Olsztyn
a może Kraków
może...
morze?
podniesionych dłoni
strzelistych wierz
wyrastających ponad wysokie czoła dachów
Białe miasto
pod kopułą nocy
rzucę
do Twych stóp.
15.01.2010
Nie pamiętam
jak mam na imię..
ale wiem
że Matka
miała siwe włosy
i oczy
wyblakłe od deszczu.
A potem
przyszła wojna..
Myśli.
wszystkie stanęły
na baczność
a dłonie
w sojuszu z otoczeniem
rzucały kwiaty
na drewniane wieko.
I zniknął jej cień
i ucichły kroki
na schodach.
Nabrałam nawyku ścierania
kurzu z fotografii
(...)
--- full text ---
