to było pogodne popołudnie
w które niespodziewanie wdarł się pomruk motorów
jak wiosenna burza
jak nieoczekiwany zwrot akcji
niebo postrzępiło się
i sady stargał zimny podmuch
na oślep na odlew
biły ładunki słów
rozrywały przestrzeń
strzały dotyków
boleśnie bolesne
kamienice spokoju
waliły się w gruzy
i poszarpane zostały
powietrzne mosty
które uparcie rozpinałem pomiędzy nami
rzeka sekund unosiła fragmenty ciał
wprost do przydrożnych rowów
w ich rozstrzelanych oczach ostatnia iskra nadziei
gasła gasła
w ogonach srebrnej eskadry przeglądały się kikuty drzew
i tylko trawa wokół
szumiała szumiała
szybciej niż zwykle
nadchodziła noc
dzięki Barth. Twoje komentarze zawsze wskazują właściwe cele:)
report
Pawle, oddałes tamta atmosferę, te grozę ,coś co przeszyło mnie dreszczem . Jakbys tam był. Bardzo dobry. Brawo!
report
dzięki. celowo wstrzeliłem dzisiejszą datę, choć tekst dotyczy czegoś zupełnie innego - jednostkowego. Kto z nas nie przezył awantury, sporu, walki z kimś ukochanym - to jest jak nieoczekiwany nalot wrogiej eskadry po którym zostają tylko zgliszcza nas samych. a otoczenie nic sobie z tego nie robi (trawa wokół szumi szumi)
report
Dlaczego mi się wydaje, że ten wojenny sztafaż jest tylko pretekstem? Może mylą mnie te >powietrzne mosty które uparcie rozpinałem pomiędzy nami
report
Nie mylą Cię Wando. Świetnie to Czytasz tzn. jest to jedno z możliwych odczytań. Napisałem to po takim rujnującym nalocie i ostrzeliwaniu się wzajemnie śmiercionośnymi pociskami. po nalocie został tylko beznadziejny ból i zdziwienie, że tak się stało. Kto, jeszcze raz pytam - tego nie zna?
report
To czytelne, chociaż pomruk motorów jest sugestywny
report
jasne - to element sztafażu wojennego ale warkot motorów to też wzajemne warczenie na siebie... rany zadawane słowami, jeszcze lekkie rany...
report