Jestem swobodny
kwiatki wąchać i od spodu mogę
Jestem istotą
Mogę od końca czytać dzień cały
Obiadem westchnąłem do prostoty życia
Dźwiękiem okrągłym
Szybkim gestem
Świstem...wilczym kłem
Rozdarłem zasłonę świątyni!
Mogę utyć na swoich słowach
Jak chomik gromadzić mogę
Pokarm ducha w polikach wypukłych
Mogę...nie zabronisz!
I tak zrobię by w radośc perlistą
Wbiec móc, na skrót i z zapasem
Na długi czas...
Rosę spijam ze skał mchem przyprószonych
Wyję do drzew zielonych
Do ludzi brudnych naturalnie
Kocham się z ziemią matką swą
Kazirodczo czcze jej łono
By perły pradawne wywołać w sobie
By ukochać to co kochane być musi
To co niezmienne i delikatne zarazem
Ziemia jest srebrem a woda w słońcu złotem.
Ja jestem bogiem jej i czczicielem.
Dzięki za plusa tajemniczy ktosiu!
report
ktoś to ja, ale nie zawsze wiem, co powiedzieć, żeby wyglądało:)
report
ostatnie dwie zwrotki zaciekawiły mnie- ostatni wers -znowu ktoś czuje się Bogiem a to ziemia rodzi i chowa
report
Ładnie, ładnie ;D Szczególnie koniec ;] "Ziemia jest srebrem a woda w słońcu złotem". Pięknie to ująłeś.
report
Ziemia jest matką i rodzicielem. Ale świadomość mam ja, Bóg to pojęcie abstrakcyjne...tak samo jak moje myśli..nie wiem czy wiesz co mam na myśli... Dzięki Mizukage :)
report