Nieodpowiednie dla studentów (EROS)

Chciałem Panu przekazać trochę txt.u, najpierw filozoficznego, potem erotycznego. Wydaje mi się niezły. Jak mówię - uważam pana za Przyjaciela (bo nie mam sprzymierzeńców, przynajmniej nie w mojej egzystencjalnej osobności, bo jestem nią sam). Ale wrzucam. To pisane do Przyjaciela, ale z myślą o szerszej, nomen omen, wibracji (od wibratora). Chrześcijański panseksualizm. Może forma herezji, co ujmuję. Pod koniec hipotetycznie można się spuścić.

1.

Napiszę Ci o moim odkryciu związanym z duszą kobiecą. Mężczyźni też mają dusze, ale jakieś gorsze. Więc mi chodzi raczej o dusze kobiece. Chodzi mi po głowie ze Stachury - “największa rozkosz jest między ustami a brzegiem kielicha”. Albo w którymś musicalu stało - “ona będzie zaraz przy tobie, ona będzie tysiąc mil stąd”. Fabrice Hadjadj napisał - kochać wszystkie aż do boskiej cząstki. Nie chodzi tu chyba o rozwiązłość. Ale w Tristanie i Izoldzie, u Petrarki - w sumie u Junga… my, w sensie ludzie, kochamy coś innego niż je wszystkie, czy to miłości życia, czy przelotne zakochania. Ja mogę zakochać się w każdej którą spotykam, tak mam od jakiegoś czasu. I nawet myślę, budować, tworzyć, och, przecież tym jest związek, oczywiście myślę o mojej Śwince Morskiej, rozmawiałem z nią ostatnio, ale nic z tego nie będzie, to jak u Paulo Coelho, cały Wszechświat wie, że nic z tego nie będzie… hm, kochać aż do boskiej cząstki i chyba nie chodzi o rozwiązłość, ale my, w sensie ludzie, kochamy coś innego, pisałem Ci już o tym dużo, chcesz to przejrzyj notatki bo nie chcę robić prozelityzmu.

Chyba tyle

2.


Albo gadaliśmy kiedyś i ja mówię, ej, a Ty mówisz jaki to Trans nie jest super. Dobra, jak se gościu założy sukienkę to ją potem zdejmie, ale poszukaj sobie funkcji w systemie Trans Requiem - Death Before Detransition, jest na bandcampie, i tam jest cały komentarz do tego, co się dzieje, jak dzieciaki ucinają sobie jajka w wieku buzowania hormonów, znajdź ten numer i wejdź na stronę i przeczytaj co tam jest napisane. Wgl coś jak Carmina Burana jeśli chodzi o intensywność przekazu. Więc fuck my life.


Ale ja sam ostatnio modlę się - och, żeby było jak jest. Cieszę się, że duszę Diabłu oddałem w wieku 14stu lat, więc to się nie liczy, trzeba być pełnoletnim, a w krajach Europy Środkowej dopiero po 24 rż. można podpisać cyrograf. Wiesz, nawiązuję do Fausta. Tak, trwaj, trwaj chwilo, nawet, jeśli nic nie będzie z koncepcji ze Świnką Morską, a nie będzie.



3.



Albo była taka, ja ją nazywałem, Killcja, od Kill. Była zła do szpiku kości. Nie była kobietą mojego życia, raczej przelotną nie-znajomością. Nie pieprzyliśmy się, chociaż może tego chcieliśmy, ale komunikowaliśmy się jak u Artaud, chyba go znała, patrząc po ogólnym emploi. Lubiłem ją, bo miała czarne włosy, ubierała się jak Martu i była zła. Brakowało mi w niej luzu Martu, ale lubiłem ją.


Albo teraz, dziewczę kruche jak Tymianek (na wiki chyba nie ma, co to symbolizuje, więc poszukaj u Kopalińskiego), jak Mar-Tu, ale zbyt spokojna dla mnie, brakowało mi jej wariactwa.


Albo była laska która chciała mnie portretować, rzuciła mi wściekłe, zaborcze, gwałcicielskie niemal spojrzenie w oczy, trochę jak MarTu, ale brakowało jej w tym tej specyficznej autorionii i olałem ją.


No wszystkie do Niej porównuję.


4.


Napisałem Marcie kiedyś - "chciałbym być Twoją laleczką voo-doo". Jeśli dobrze pamiętam, w odpowiedzi dostałem coś takiego: " xD xD xD". Więc prę dalej. A później tel. z przekazem "skurwysynu wypierdalaj".


Potem się widzieliśmy, ona rzuca temat, że jakiś jej znajomy jest strasznym palantem, bo kocha się w lasce która totalnie go zlewa. Podejmuję temat i mówię, że Trocchi na starość świadomy faktu, że pomału przestaje mu nomen omen stawać, mówił do swojej żony, żeby zaspokoiła się z jakimś byczkiem.


Martę sparaliżowało i powiedziała "Adam, chyba kończymy spotkanie na dziś, jestem już zmęczona."


Właściwie łączy nas sporo, w pewnym sensie. I wszystkie do Niej porównuję, Ona jest jakimś moim cholernym wzorcem, a poza tym Ona jest jakimś archetypem, jakimś pierdolonym WSZYSTKIM.


Ale ok, trzeciego piwa nie będzie.



6.

Słucham The Mother and the Enemy Lux Occulty i zmawiam modlitwę do św. Stanisława Kostki (patrona mojej szkoły) o czystość, wyobrażasz to sobie?


Nie chcę już tej pieprzonej poliamorii, to i tak kończy się po 2 latach, hipotetycznie może i mógłbym pieprzyć się z Lampartem, ale chyba nie w tym rzecz, gentlemen?


Madamme, you look so charming in this necklace of blood... This is the last day of the carnival, I dance, I dance...


7.


Ale Czesław Miłosz miał coś na rzeczy z tym że Polska stoi na Lwowie i Warszawie, w sensie, że my jesteśmy zajebiście logiczni, wbrew allochtonom. Bo nawet Polski Black Metal jest intelektualny, jarzysz? Słucham sobie mojej Lux Occulty, mojego Behemocika, i po prostu widzę tam literaturę, szczerze mówiąc to to jest dla mnie bardziej literatura niż muzyka, muzyka to jest dla mnie bardziej Ulver albo z Polskich Furia i Mgła.


My czciliśmy Boga jako Ogień, to niejednokrotnie się obiło mi o świadomość.




8.




Mogę mieć do Ciebie prośbę? Będziesz mógł nazywać mnie w możliwie obraźliwy sposób jeśli ją spełnisz. Przeczytaj sobie Pieśń nad Pieśniami ze ST.


"Miły mój jest mój, ja jestem jego".


Dodi - tak brzmi w staro-hebrajskim "kochanie".


Miałem nie pić.




9.




Są te feministyczne laseczki, w sumie zbuntowane jak ja na Rage Against the Maschine, lubię je, bo są złe. Ale nie mogę na nie patrzeć, bo jest, jak to ujął Hermes, Ogień, Ogień z cholernych jaj. Ta pieprzona poliamoria. Albo jakiś Dziennik Uwodziciela Kierkegaarda. Feministyczna laseczka ma spódniczkę i głęboki dekolt. No przecież...


Crow, jak kochałem się w Moonchild, która nie wiem, czy istniała, bo to był motyw nieco internetowy, choć nie do końca, to zabroniłem sobie fantazji erotycznych, wyobraź sobie, że onanizowałem się nie myśląc o niczym xD xD xD. Trochę w stylu Almadovara, być może.


Manny songs about one affair
Spirit is carnal Magic is True
I'm a murderer and the smoke
is a Prayer


jak napisałem w wieku chyba 19stu lat jak mi się wydawało że jestem reinkarnacją Morrisona. Ale uśmiejesz się, wiesz, jak poznałem Świnkę Morską? Ona podeszła do mnie, mówi, cholera, śpiewasz jak Morrison. Ja go lubię, chodź na piwo, pogadamy. Przez pierwsze 3 lata wydawała mi się urocza ale nudna. A po czasie jest, cóż, Archetypem.


Modlę się o tą czystość, mam litanię, ale i tak nic z tego nie będzie, jak podejrzewam. Przeczytaj sobie czym jest Eros u Platona - "Dziecię biedy i dostatku". Pragniesz tego, co już masz, jak u Arystotelesa, patrząc stwarzasz. Więc wszystko na co patrzę - już mam. A jednak dziura jest przeogromna, dziura jest wielkości Boga, albo piersi Marty.


Chyba tyle


Siux




10.




Jak byliśmy w Poznaniu to narysowała mi płomień, symetryczny, i w sumie przed audiencją, bo jechaliśmy do bł. FR z grupą - zagrała "Wonderwall" Coldplaya. I found one that can seize me / and after al / your'e my wonderwall.


Albo poświęciliśmy trochę czasu na tym, były łzy, że rzecz w tym, kim ktoś jest. Nie co ma, nie jak się nosi, ale kim jest. O niej pisałem, że padła na chodnik szlochając patrząc na sowiecką zabudowę, a było to ładne naście lat temu.


Scałowała moje łzy nad ranem. Pamiętasz nasze niepogodzenie? Nasze niepogodzenie ze światem? Ja poszedłem w szaleństwo, a ona to rozumiała, widziała, jak wariuję, wiedziała, dlaczego, a ona scałowała moje łzy.


Jak mówię, namalowała Ogień, a wedle naszej wiary, jak to mawiał Roman Kostrzewski, Ogień to Bóg.


Rzuciła mnie, bo waliłem sobie krzesłem w głowę. Tylko dlatego. Trauma po tych zwyrodnialcach. Więc rzuciła mnie bo waliłem sobie krzesłem w głowę a ja pomyślałem - och, dla Ciebie mogę stać się niczym. Błagałem ją.


Mówi - może w następnym wcieleniu. Dół, kac, myśl o tym cholernym przypadku. Ale ból, ból jak z Mery, porównywalny. Potem przeszliśmy na stopę koleżeńską, odprowadzałem ją z Grabówki do przystanku kilka kilometrów, a ona mówiła, że to urocze.


Pamiętam, jak siedzieliśmy na Stoku, Ona mówi, Adam, ja się w tobie... zakochałam. Nigdy nie słyszałem nic bardziej niewinnego, nigdy nie słyszałem nic bardziej nietzscheańskiego. Była mimo to czy co innego królową dziewic. Rozmawialiśmy z resztą o dziewictwie. Płakała, kiedy mówiła, że żałuje, że nie zachowała go do naszego spotkania.


Ale, ciągnąc śpiewkę, cynicznie czy nie, chodzi mi po głowie, czy nie mówiła tego każdemu.


Fuck my life.


I tak to jest, Crow, jak to ująłeś.


Ogień, wedle naszej Słowiańskiej wiary Bóg to Ogień. Co ma być to będzie. Tiu, tiu, tiu.


PS: Niby gdyby chciała wrócić, to wybaczyłbym jej, już jej wybaczyłem, ale czy mogę jej ufać? Po co się narażać na ból? A może jednak trzeba narażać się na ból? Chyba trzeba. Tyle.


11.

Wyobrażam sobie, że tańczę z Simone. Ma czarny golf opinający piersi C, szerokie biodra, i kiedy przestaje pozować na świętą, kiedy rozpina kok, kiedy zapalamy świece, jest piękna, tak piękna. Och, Simone, to Ty, w pewnym sensie, mówiąc o tym, że Wszechświat należy do mnie, nauczyłaś mnie poliamorii. Czyż mogę powiedzieć, Simone, to tylko chwila, może, na pewno, chciałbym kochać się z Tobą, ale czyż cokolwiek z tego zostanie? Simone, czyż nie mogę odejść do moich kobiet, które wystawiają cipki / brzoskwinki / myszki w internecie, by cały świat mógł je widzieć? Czyż nie mogę odejść do moich kobiet, do Denise, do Adele, do Katyi, do tych wszystkich, które podniecają mnie i które hipotetycznie jestem w stanie kochać, zupełnie jak portrecista, zupełnie jak jakiś pornograficzny personalista, mógłbym przecież pokutować, ile trzeba, Simone, gdyby Pan dał mi wiarę, by było tak, jak trzeba, bo przecież porno to ta cholerna poliamoria, której tak nie znoszę? Chciałem być Aragornem i mieć Aruenę, chciałem być Małym Księciem i kochać, o Simone, tylko jedną, może nawet chciałbym dostać buziaka od Teresy z Avilla, ale to nie to samo, co powiedzieć, że porno jest formą relacji, może nawet miłości, jak u Latoure'a, mon Dieu, nie chcę obrażać Twego imienia, ale pozwoliłeś nam, hm, na tą cholerną globalną, internetową poliamorię, a ja tylko mogę czuwać, mogę czuwać, mogę czuwać, mogę myśleć nad tym, hm, nad Swedenborgiem jak u Miłosza, Rajem dziewięciu miliardów nagich ciał? Nie wiem, pierdoli mi się w głowie, Simone, Simone, wyobrażam sobie jak wśród świec, zdejmujesz swój opinający golf, przeciągasz ramiączko stanika, który jest biały, i kiedy przestajesz zgrywać świętą, jesteś po prostu piękna, jesteś nieskończenie piękna, jesteś nieskończenie piękna Simone, i chciałbym kochać się z tobą, choć to tylko chwila i czy cokolwiek zmieni, czy cokolwiek wniesie, czy cokolwiek stworzy, czy cokolwiek zbuduje, ale może chwila jest twórczością? Może kiedy staję przed lustrem i myślę o tym, jak moje ciało się marnuje, bo przecież mam brzuch i stopy jak Dawid Michelangelo... och, Simone, jak to mawiają - A Pious Orgy. Nie wiem, czy powinno tak być. W pewnym sensie tak, ponieważ Świat, Wszechświat, nosi w sobie entropię, która jest warunkiem twórczości. Simone, Orchideo, Simone, Brzoskwinio, Myszko...

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register