dusza jak naczynie
w połowie pełna
i pusta w połowie
pęka rysą bólu
gdy sytej pogardy
bezduszna machina
zapłakane dzieci
przemocą wydziera
z kochających ramion
i nic się nie liczy
krzyk matki bolesny
odbija się echem
od głuchej ulicy
zamyka nawias
wczorajszych nadziei
pandemonium nędzy
wsród blichtru szaleje
rwąc wszelkie więzy
życia pół na pół
przeciętego udręką
niespełnionych snów
i jeszcze przez pół, tak to jakoś wygląda. pozdrawiam
report
zastanawiałam się również nad uczuciami kochającej matki gdy bezduszni urzędnicy zabierają jej dziecko, dobry temat:))
report
jest coś w tym życiu pół na pół, dobrze że można umrzeć na całość bo to już by była totalna klapa
report
jakoś trudno pozbierać życie w jedną całość, stąd i tekst taki na niby ale dziękuję za komentarze :)
report