ALL WORKS Poetry (325) Prose (162)
About me

5 may 2026

poetry

Arsis
Arsis

To było...

Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju.
W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści,
pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.

I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne
i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.

Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją.
Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie.
Albo szepczą jak wiatr na przekór milczeniu.
Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…

Dręczy mnie ta struna.
Zaciska się
coraz ciaśniej.

W bolesnym
skowycie
powolnego rozpadu.

W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka.
Szkielet obsypany piórami.
I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka,
lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.

I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci.
Tej samej, która naznaczyła spojrzenia
mojej matki i ojca,
kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi.
Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.

A więc rozbił się
przed wiekami
ten ptak, nie-ptak.

Roztrzaskał w koszącym locie.
W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.

(Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)

***

https://www.youtube.com/watch?v=DVN9kiItwZ0

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register