GENIUSZE I SAMOZWAŃCY

Geniusz, to skupiony na sobie osobnik. Bardzo pojedynczy, pracowity i wytrwały w dążeniu do celu; na ogół samotny z własnego wyboru. Nie ustanawia grup czy szkół, nie wlecze za sobą wniebowziętej ciżby akolitów i koncelebrantów, nie podlizuje się komukolwiek, krótko mówiąc, nie wznosi ambon z teoriami, kierunkami, tendencjami, chwilowymi paradygmatami.

No i odrębny jest z przyczyny zażartej niechęci współczesnych: wolny od uczestnictwa w silnej, a zawistnej grupie chałturników pióra. Że zaś bez ustanku para się myśleniem w kategoriach wykwintnych, subtelnych i ekskluzywnych, nie uczestniczy w salonowych mszach obfitujących w twórczą niemoc.

Obce mu są papuzie mody, zasiadanie i błyszczenie wśród salonowych mędrców. Z ochotą stroni od zadawania szyku i brylowania w glorii. Wstrętem pachną mu groteskowe piwnice o jazgoczących poglądach. Kroczy odkrywczą drogą przecierając szlak.

Niekiedy sądzę, że byłoby mu lepiej, gdyby nie narodził się teraz, tylko przeczekał gdzieś w rodzicielskich gonadach i objawił dopiero wtedy, gdy ucichnie nawałnica tandet, gdy świat zetrze łuski z oczu i dopadnie go opamiętanie i nastąpi rezygnacja z biegu donikąd.

To jeden biegun. Natomiast na drugim rozpiera się dychawiczna, nonszalancka, agresywna zgraja pretendentów do tytułu bezdyskusyjnego mistrza literatury toaletowej. To dla niej, z myślą o niej, z jej powodu narodziły się rankingi sztucznej popularności, bestsellerowe listy Autorów Tysiąclecia i Tomików Galaktyki, góry, zwały i niewypały Wystaw Jednego Sezonu lub Festiwali Ogórkowych Wydarzeń.

To za ich sprawą rosną niemiłosiernie prymitywne, lecz przekonane o swoich umiejętnościach szeregi artystycznych jętek-jednodniówek. To przez nią topnieje językowe bogactwo, iskrzenie opisów, nikczemnieją pisarskie zasady czy elementarna znajomość literackich podstaw.

A w miejscu na zdrowy rozsądek pojawia się podwójna moralność i różnorodność koniunkturalnych form. I to tej zgrai pisemnych niedouków zawdzięczamy rezygnację z pisania obrazowego na rzecz obrazków. Zastanawiam się więc, co tak wartościowego drzemie w społeczeństwie, że skróty i językowe zubożenia są dla niego lepsze od bogactwa słów i co powoduje, że nie umiemy wyjść z zaklętego kręgu opadania na dno.

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register