Zmiana sposobu prezentacji
to
byłeś pierwszym, który słuchał mnie
gdy inni zamykali oczy
w świadomej niewiedzy
byłeś pierwszym, który jako jedyny
wśród głuchej nocy
dziwne, zawsze mi wierzył
byłeś pierwszym, który dowiedział się
jak brzmię naprawdę
bez fałszywej uprzejmości
byłeś pierwszym, który poznał
mnie wewnętrznie
bez fizycznej miłości
byłeś pierwszym, który pokazał mi
jak myślenie się zmienia
tak naturalnie
(...)
--- full text ---
to jest jak las
obszerne i bez ścian
i to jest ten stan
bez wyjścia i bez szans
ale też jak pustka
która wszędzie
obok mnie i we mnie
i szukasz
odpowiadasz sobie samemu
tylko to jedno czemu
a ono trafia w sedno
bo Ty nie i wiesz
to jest jak las
nieokreślone
wszerz
gdzieś
spadło leżało obiło się o ziemię
jest bliżej jeszcze dalej i Twoim cieniem
stop zatrzymujesz się chwila wytchnienia
nie ma go nie ma
Twojego sensu istnienia
cała się trzęsę z płaczu
i czuję tę pustkę ona jest wszędzie obok mnie i we mnie i nigdy jej nie ubywa ciągle jest tyle samo albo i więcej czuję ją jak mnie przenika i ja sama też nigdy do przodu ciągle tkwię pośrodku albo w tyle i czuję tą chwilę tą kurwa pustą chwilę i te łzy jak mnie niszczą wyniszczają od środka i tak się miotam i kiedy już tchu nie umiem złapać słyszę dzwonek do drzwi a wstaję tylko po to by otworzyć Ci ale Ciebie tam nie ma i chce mi się już płakać i nie pozostaje nic właściwie nic innego oprócz płaczu i czuję te dreszcze przez Ciebie cała się trzęsę i nie umiem złapać tchu i znów nie wiem czy to z zimna czy z kafelków czy to beznadzieja czy po prostu to że już nie wiem czy jesteś czy już Cię nie ma i dlaczego zostałam sama kiedy miałeś być i gryzą mnie wciąż gnębią wspomnienia a ja zastanawiam się czy jest jeszcze jakiś sens sens istnienia i po co żyć skoro nie ma nic i nie posuwam się do przodu i chcę tylko przezyć dzień i więcej nic
po prostu żyć
I myślę o nim, choć nie powinnam.
Chociaż nie ma to sensu i boli. I że wiem, jak bardzo odmiennymi światami jesteśmy i jak boli mnie to, że nie umiem uwolnić swoich myśli od niego i że tak bardzo się przywiązałam.
I znowu byłam pijana i też znowu się śmiałam beztrosko, pokazując na wierzch tę miłą, optymistyczną mnie. I powtarzałam co chwilę, że go nienawidzę i nie potrzebuję i faktycznie go nie potrzebowałam, ale potem...
Potem przyszło to rano, to okropne rano wraz z promieniami słońca i to samo rano, które zabrało beztroskie myśli i pijany stan, przyprawiając o smutek i pragnienie, by ktoś leżał obok mnie, kiedy budzę się z bólem głowy.
To cholerne rano. Przypomina, że trzeba wstać i uśmiechać się, żyć i przeżyć kolejny dzień, nie myśleć, nie myśleć, tylko nie myśleć. Na to jest czas nocą. Bo nocą, przed snem myśli same się o to proszą, ale to nie niepokoi, bo wtedy jest ten czas. Można pomyśleć i się pomartwić z tym zapewnieniem, że zaraz się zaśnie i wszystko będzie inaczej.
Lepiej. Z każdym dniem lepiej. Myśli zaczną blednąć, wspomnienie szarzeć, obietnice tracić na wartości. Na wszystko trzeba czasu.
Przedawkowana rzeczywistość (2)
Ostatni dzwonek obwieszczający koniec lekcji na dziś. Wszystko szybko. Szybko pakuję książki do torby, szybko narzucam kurtkę, szybko biegnę na przystanek, równie szybko wpadam do autobusu. Lubię nim jeździć. Mogę przynajmniej poudawać, że mam jakiś cel, dokądś jadę, gdzieś mnie chcą i gdzieś chcę być. Ale ja uciekam z jednego miejsca do drugiego. Do jakiego? Do lepszego? Uciekam... nie wiem dokąd, nie wiem do czego, ani nie wiem w jakim celu. Może chcę po prostu uciec od siebie.
W autobusie siadam pod oknem, obserwuję innych ludzi. Ludzi takich jak ja, starszych, młodszych, ładniejszych lub nieco mniej zadbanych - ale równie zabieganych. Ludzi, którzy nie potrafią się zatrzymać, panicznie zerkają co chwilę na zegarek, paradoksalnie tracąc przez to czas.
Śmieję się z dzieciaka, który stoi obok i przy gwałtownym zakręcie autobusu siada niespodziewanie na kolana obcej kobiety.
Znowu dużo myślę, myślę ciągle. Jedna refleksja ściga drugą, choć paradoksalnie ciężko mi się skupić. Łatwo mnie wybić z rytmu życia. Łatwo rozdrażnić, łatwo załamać, to jak euforia, dotknięcie, namiastka piękna życia, po czym przywrócenie porządku, brutalne potrząśnięcie, przypomnienie o beznadziejności, martwego punktu, w którym się znajdujesz, jeśli wiesz o czym mówię. Realistyczne spojrzenie, ucieczka przed drastycznością. Mrzonki.
Mam tyle do powiedzenia, a tak lubię milczeć.
