13 october 2019

Dlaczego nie jem mięsa

Wszyscy niejedzący mięsa czasem jesteśmy atakowani na wielu płaszczyznach a dietę naszą uznaje się za osłabiającą i grożącą niedoborami. Myślę, że dlatego,iż przyznanie racji wegetarianom oznaczałoby, że robią coś złego. To przykra świadomość od której mechanicznie wręcz każdy ucieka. Na tym etapie rozmowa przypomina więc czasem rozmawianie o kolorach ze ślepcem który nie rozumie koncepcji światła - tylko w tym przypadku to nasz umysł chroni nas przed prawdą i pamiętam jakie było moje własne zaskoczenie, kiedy nagle "przebiłem się" na drugą stronę niczym bohaterowie w "Seksmisji" :) i uwierz - tam też jest życie.

"Kto jest okrutny w stosunku do zwierząt, ten nie może być dobrym człowiekiem." Schopenhauer

Kiedyś śmiałem się ze zdania W. Blaka twierdzącego, że życie zwierzęcia jest warte tyle samo co życie człowieka, ale jednocześnie ta myśl "wierciła mi dziurę w brzuchu".

Nagle zacząłem dostrzegać, że coś jest nie tak z przekazem płynącym z reklam zachęcającym do zwiększonej konsumpcji mięsa (ale też np. cukru) i nie tylko zdałem sobie sprawę, ale i naprawdę "poczułem", że tak naprawdę chodzi tylko o sprzedaż i o potężne pieniądze z przemysłu a im więcej będę konsumował=wydawał= ten wzrośnie, bo ostatecznie wszyscy za nic mają dobro jakichkolwiek innych ludzi czy zwierząt - więcej zwierząt musi umierać częściej, ponieważ ktoś zwyczajnie chce na tym więcej zarobić.

Rozumienie niewiele zmienia. Świadomość zmienia wszystko.

Zabieranie ludziom pracy samo w sobie jest złem, Ale nie nazwę też dobrem tak amoralnego interesu.
Zło jest złem niezależnie jak długo trwa, jak bardzo jest ugruntowane w tradycji i jak mocno jestem od niego uzależniony. Zło pragnę nazwać złem, (a tutaj zło jest aż nazbyt widoczne) jednak może być konieczne i wtedy takie są reguły świata i życia, a ani jednego ani drugiego ja nie stworzyłem, więc poniekąd nie czuję się za nie odpowiedzialny - nic mi do tego - wtedy zło to ma uzasadnienie, i ciężko mi z nim dyskutować (np. miejsca na ziemi gdzie żyją ludzie bez dostępu do innego źródła pożywienia niż zwierzęta). Lecz od chwili kiedy zaistnieje inna możliwość zabijanie braci mniejszych dla mnie to tylko fanaberia rozbestwionego gatunku, który uważa swoje życie za cenniejsze, choć samo go sobie nie dało ani nie daje go żadnemu zwierzęciu jedynie wykorzystując istniejącą naturalną zwierzęcą płodność dla rozwoju swoich masowych, tchórzliwych "igrzysk śmierci".
Dlatego może podświadomie boimy się obcych, boimy się, że inna cywilizacja mogłaby być wyżej w rozwoju i mogłaby nas potraktować jako pożywienie, czy choćby źródło energii, paliwa czy próbnego celu dla nowej broni  Po prostu jak my najprawdopodobniej potraktowalibyśmy ją będąc na jej miejscu gdyby ona znalazłą się na naszym. (zgodnie z zasadą: "Kali ukraść - dobrze, Kalemu ukraśc - źle" przecież "zwycięzcy nikt nie sądzi"). Gdyby przypadkiem pojawiła się w okolicy naszej Ziemi (serio? - naszej? poza przekazami religijnymi jakie formalne prawa ludzie posiadają do tej planety i od kogo, a nawet jeżeli nasz zapieczętowany akt własności leżący w najbezpieczniejszym skarbcu od samego Boga to czy na pewno chciałby abyśmy tak właśnie posłużyli się jego darem - w końcu i my w takim razie do niego należymy podobnie jak Ziemia i co gdy upomni się o plony z wydzierżawionej nam posiadłości, skoro produkcja żywności niemięsnej jest dziesiątki razy tańsza naprawdę mięso pochodzące od zwierząt jest jedynym rozwiązaniem, najlepszą możliwą inwestycją?

Naprawdę mnie jest już zwyczajnie wstyd. Być może to m.in. ten wstyd właśnie otwiera oczy. Oczywiście są problemy, ale możne je pokonać np. dla chętnych powinny powstać fabryki taniego mięsa syntetycznego produkowanego w ramach wyszczególnionej specyfikacji, to nie jest niemożliwe i bardziej moralne.
Ale dość już tego barbarzyństwa.

To moje zdanie ale nie tylko moje. A że francuscy rolnicy będą protestować? - nie tylko oni, będzie ich wielu; czas przemian to czas cierpienia dla wielu, ale niekiedy żeby się rozwinąć, żeby pójść naprzód pomimo mniejszego cierpienia aby uniknąć pewnego większego to jest ono niezbędną częścią całego procesu, niestety to będzie w pełni widoczne jedynie z perspektywy czasu. Czy więc nie jest tym mniejszym złem jedzenie mięsa zwierząt? Być może niekiedy jest, lecz generalnie marzę o świecie, w którym ludzie myśląc o jedzeniu zwierząt krącić będą głowami z niedowierzaniem. Nie mówiąc o stratach moralnych ludzi spowodowanych samą pracą około masowego przemysłu śmierci. Ich system ma gdzieś. Kogoś tak naprawdę interesuje jakikoliwiek koszt niefinansowy (społeczny, biologiczny itd) nie wydaje mi się. Przecież to ich dobro - mają przecież zapewnioną pracę i stałe źródło dochodu, a po nich przyjdą inni... 

Kiedyś porzucenie systemu niewolnictwa też wiązało się z zubożaniem całych grup społecznych, dla wielu bycie panem niewolników było czymś normalnym, naturalnym, nie wyobrażali sobie innego świata, bali się takiej wizji, ci ludzie musieli bardzo cierpieć tracąc swoją wizję życia, źródło stosunkowo łatwego dochodu itp. Ile cierpienia zwierząt jest jeszcze potrzebne aby ludzkość trochę bardziej dojrzała? Czy już ją na to stać? Wydaje się to logiczną konsekwencją a w aspekcie przyszłej kolonizacji - czymś absolutnie niezbędnym.

Być może jednak jestem po prostu dziwakiem. Dziwolągiem, któremu za dobrze się powodzi. Tak też może być. Pierwszym zwierzęcym prawem każdego życia jest przetrwanie, na swoistą ironię zakrawa fakt, że to nim uzasadniamy dzisiaj swoje prawo do zabijania. Inaczej mówiąc jesteśmy na tyle zwierzętami żeby zabijać a ma tyle ludźmi żeby robić to dla zysku.

Kaczmarski śpiewał "ktoś powie, to senne marzenie, nie ma nic prawdziwszego od snów, więc w obecność swą otuleni, wspólnie wyśnijmy go tu"

Czy zło posiada naturę liniową? Czy musimy załatwić sprawę A żeby można było załatwić sprawę B? Być może to tylko rodzaj mechanizmu wyparcia, który pozwala nam nic nie robić, bo skoro nie posprzątaliśmy jeszcze w łazience, to niby jak mamy zamiar zrobić porządek w stodole?
Może zmieńmy na bardziej ludzki stosunek do zwierząt - nauczmy się nowych sztuczek, jak np. szacunek dla życia i zrozumienia cierpienia jakie z tym życiem się wiąże a przez to i na samych siebie nauczymy się patrzeć trochę inaczej, trochę lepiej a co za tym idzie i na innych będziemy lepiej patrzeć i więcej widzieć.

Wiara.

Religia może przynosić dobre i złe owoce, zależy jak z niej skorzystamy, dobra kiedy buduje samoświadomość i empatię, dobra kiedy służy dobru, zła kiedy daje nam prawo do władzy nad innymi "niewiernymi" czy "bezrozumnymi" zwierzętami, (Jak każde wielowiekowe narzędzie nosi ślady użytkowania przez naszych poprzedników. Te ich "ślady pracy" są uświęcone często przez sacrum i tradycję, ale w moim odczuciu nie stanowią żadnego rdzenia - nie wypływają z samych źródeł wiary, są one ludzkim "osadem" i pozostałością) Zła jest także wtedy, kiedy służy nam do nieuświadamianego zdejmowania z nas samych odpowiedzialności za własne czyny na jakie złe by one nie wyglądały (np. zamachy bombowe). Niestety jednocześnie świetnie się do tego nadaje. Dlatego zawsze będą ludzie wykorzystujący ją tak czy inaczej przeciwko innym. Nie dajmy się wykorzystywać, naszych najlepszych, najszlachetniejszych pobudek zbrukać włąsnej duszy czyimś interesem oddając władzę nad sobą takim ludziom. Ponieważ moim zdaniem ostatecznie zawsze chodzi tylko o władzę.

Bez planowego rozmnażania i zabijania zwierząt świat stanie się odrobinę lepszym miejscem, nie sądzisz? Jednak stworzy to także nowe problemy i wyzwania. Ale może jednak uważasz, że człowiek jest zły i wymaga naprawy przez Stwórcę, który tym jednym razem jakby trochę zawiódł przy jego konstruowaniu, tylko nie można o tym szeroko i głośno mówić z lęku przed szerzącym się ateizmem i kryzysem wiary oraz panoszącymi coraz śmielej ideologiami. Wtedy sam masz problem. I oczekujemy interwencji ponieważ sami nic nie możemy - módlmy się i trwajmy, oto nasza praca. Jedyna na jaką nas stać.

Są straszne nałogi, psychopatia, nienawiść aż do śmierci (i poza nią) i dużo więcej - całe to ludzkie piekło i czasem najzwyklejsze czyste zło - inteligentne, lub w zasadzie pozbawione jakichkolwiek racjonalnych przyczyn. Co mamy postawić przeciwko temu - nadzieję, że Bóg wszystko zmieni? Że nigdy nie urodzimy kolejnego gwałciciela, mordercy, zwyrodnialca? A jeśli już, to że jakoś poprzez własne wybory wyrównamy rachunek dobra i zła? Modlitwą?

Jeżleli widzę zło chciałbym chociaż móc mówić - to zło.

Czasami to nie jest wybór. Czasami to nie jest nasz wybór. Moim zdaniem powinniśmy zmieniać te rzeczy na które mamy wpływ i mamy prawo oczekiwać, że dobro jakie możemy wybrać skłoni do takiego wyboru także innych. Po prostu stale wybierając wygodne zakłamanie nie krzyczmy, że ktoś nas okłamuje. To my sami chcemy płacić i utrzymywać to kłamstwo przy życiu. Dla wygody, podtrzymania własnej (czytaj: jedynej najlepszej) wizji szczęścia, szacunku dla Przodków, porządku społecznego, źródła dochodów itd.

Wydaje mi się, że często dzieje się to nie do końca świadomie. Ja też taki jestem. Nie lubię zmian. Jednak dopóki jedynie "dopieszczam" siebie, "skazany" jestem na pewna "pogardę" wobec innych, np. tych, którzy nie mają tyle zasobów (szczęścia, społecznych, finansowych, czy umysłowych jak np. nasi pupile).*1

Cywilizacja gdzieś wyparła z nas świadomość części własnej zwierzęcości i to jest smutne. Wierzymy w to co dla nas najwygodniejsze. Np. że ludzie generalnie są dobrzy nie zabijają się, nie rzucają sobie do gardeł (niczym politycy) nie zjadają siebie nawzajem - mimo, że każda odpowiednio skrajna sytuacja w przeszłości przeczy tym twierdzeniom. Np. Po Wielkiej Smucie na Ukrainie słyszałem, że brakuje dwóch pokoleń które podobno zostały zjedzone.

Moim zdaniem ludzkość w swojej masie jest amoralna. Jednak tylko ludzie mogą wybrać drogę etyki, zdecydować, że doraźny interes jednostki nie jest ważniejszy niż spokojne życie ogółu niezależnie od stopnia tej jednostki zasobności. Uwierzyć, że to oni sami jednostkowo są nośnikami cząstki prawdziwej władzy i ktoś może ją posiadać tylko o tyle, o ile jemu zechcą oni tą władzę oddelegować. Naprawdę wolnym może być jedynie człowiek gotów w każdej chwili umrzeć za wolność swoją i innych ponieważ nie można rządzić czymś co nie istnieje ani kimś kto nie żyje.

Jeżeli kiedykolwiek pozwolimy amoralnej wartości pieniądza w pełni, ostatecznie i jednowładczo zawładnąć światem i życiem ludzi ten świat stanie się prawdziwym piekłem dla wielu. Obawiam się, że dla większości. Ale zanim się to ostatecznie dokona prawdopodobnie popłynie krew. Dużo krwi. Tym razem ludzkiej.

*1
A pro po - skoro więc poziom inteligencji świadczy o wartości życia, to pomijając cywilizacyjne tabu ludzkiego ciała - a mam tutaj na myśli  społeczne oderwanie pojęcia człowieka od pojęcia "zwierze myślące" - może moglibyśmy wyhodować odmianę ludzi ze szczątkowymi mózgami - na ubój i organy. Wszystkożerność byłaby duża zaletą. Tylko wymagane byłyby ocieplane obory, światło, karma i świeża woda - wszystkie organy dla prawdziwych "Ludzi" na wyciągnięcie ręki - miliardy dolarów zysku. Klony ograniczone do jedzenia, wydalania rozmnażania się i spania. I potencjalne nowe gałęzie przemysłu, np gastronomii - wszystko dzięki oderwaniu od ciemnogrodu tradycji i zabobonu wiary a dzięki jedynemu pradziwemu światłu rozumu który doprowadził nas tutaj gdzie jesteśmy. Chwała rozumowi prawowierne dzieci doktora Mengele, bo pozwala nam robić oraz zarabiać coraz więcej. Może już gdzieś snują się po tajnych laboratoriach dzikie, kulace się osobniki pozbawione zębów i paznokci żeby nie uszkadzały "towaru".




Terms of use | Privacy policy | Contact

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


contact with us






Report this item

You have to be logged in to use this feature. please register