1 sierpnia 2015

poezja

martaraczynska
martaraczynska

Rozwarstwienie

W każdej grudce ziemi mieści się dialektyka umierania
i narodzin. Rozsypane u kolan znaki utworzyły milczące konstelacje,
mieszając się z gliną, potem i rosą. Ożywiłaś je tylko na moment,
spójrz, już zaczynają wysychać mówisz, a ja dodaję:
 
jak gdyby chciały od nowa wedrzeć się w głąb tej wsi,
tego globu, czasu, może wieczności.
 
I naraz wybija południe. Wyczekujemy kolejnych tropów,
celebrując pocałunek ładu z chaosem; które to już z kolei
spotkanie Italii z Barbaricum? Suche zagony powiły rumianek,
na miedzach topole sterczą jak szpalery cyprysów.
 
Tak oto staje się świat, proszę was, droga publiczności.
Przed nami jak klatki filmu przewijane od końca do początku
potwierdzają się zamierzchłe przestrzenie oraz czasy.
I nic nam do tego; imitatio Dei, powtórzenie, retrospekcja.
 
Płyniemy falami, wznosząc się i opadając
w lustrzane odbicia historii.

alt art
1 sierpnia 2015 o 15:54

ścieżki toskanii tak puste etrusków..

zgłoś

magda p
1 sierpnia 2015 o 18:00

Skojarzył mi się z Eliotem - tak oto kończy się świat... Może przez przytoczoną frazę. Bez względu na przywołania - spodobał się. * w głąb

zgłoś

Bazyliszek
1 sierpnia 2015 o 18:41

"I nic nam do tego" :))

zgłoś

xyz
1 sierpnia 2015 o 19:58

nieco patetyczne momentami wtórnoty, wylane jak beton z mieszanki toposów... to za mało

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się