Zmiana sposobu prezentacji
Wynik braku wyobraźni będzie mi towarzyszył do sądnego dnia. I choć niekiedy zdarza mi się o nim zapomnieć, to przecież i tak, bez podpowiadania wiem, co jest, a co się nie znajduje w moim zasięgu: księżyc dalej flirtuje z wodą, odpycha ją i unosi, plamy na słońcu są jak przed miliardami lat, chmury ciągle brodzą po niebie, galaktyki nadal pędzą do nieskończoności, a to, że przybrałem inną formę, nie ma wymiaru tragedii.
Jak okiem sięgnąć, po jego twarzy, zmarszczonej niczym brukselka, rozlewała się poświata godności. Był to mężczyzna wzorowej urody. A także nieposzlakowanej powierzchowności; to jedną, to drugą ręką wymachiwał mi przed nosem każąc patrzeć i podziwiać, jak młynkując sobą, przesuwa się od drzwi, aż po zlew. W przerwach między kunsztownymi ewolucjami, pozwalał sobie na dyskretne zipanie w kułak. Z zakamarków sylwetki wyłaniały mu się kaskady baletowych podfrunięć i piruetów zwieńczonych stójką i frymuśną przewrotką z wymachami rąk.
- [i]Ecce homo, najnowszej generacji krzyk mody, wersja z antykorozyjnym polepszaczem, dożywotnią gwarancją na pół roku, z katalizatorem na sprężarkę i certyfikatem na wszelki wypadek - [/i]zatrajkotał. -[i] Będzie ją pan mieć na zawsze, zrobi wszystko , co pan jej każe, w jej nazwie też ma pan wolną rękę[/i] - kusił, poklepując maszynę po wystających tranzystorach. - [i]Chciałem z początku, by była moja, no (...)
--- full text ---
Czekając na łatwiejsze dni, może nie warto wspominać minionych; czas pędzi nie w tą stronę, co my i choć wydaje się nam, że jesteśmy w stanie pokierować nim, ulegamy złudzeniu. Bo złudzeniem jest myśl o nieskażonych powrotach do tego, co przeszło, ponieważ nawet jeśli nastąpi cud i nagle stanie się tak, jak sobie wymarzyliśmy w najśmielszych snach, rzeczywistość będzie miała już dla nas inną formę i czego innego będziemy od niej oczekiwać.
*
Dzisiaj trudno w to uwierzyć, ale za dawnych lat byłem – młody. Jak przez mgłę pamiętam, że też nosiło mnie na kawiarniane barykady i też sprzeciwiałem się zastanym porządkom w literaturze. Zatem mniej więcej wiem, że jak kogo przyciśnie samochwalstwo, to obala co popadnie i wywija poglądami na każdy temat. A teraz, kiedy patrzę na zanikanie onegdajszych znaczeń i kiedy dostrzegam, jak na ich miejscu powstają nowe, ogarnia mnie żal i młodopolska tęsknica, bo nie umiem rozgryźć, dlaczego tak jest, iż zmiany idą w gorszą, a nie zmierzają w lepszą stronę.
Niby opisano już wiele. Indywidualne lub zbiorowe przeżycia. Rozmaitego kształtu stany. Wzruszenia pomagające uwierzyć w człowieka. Albo i nie. Złe, czy klawe dzieciństwo. Skarby mitów. Upadki, wzloty. Gorzej czy lepiej utrwalono każdą figurę problemu. Jednak za każdym razem pragnę uchwycić świat za pysk, wejść w buty pedantycznych uporządkowań, zmierzyć się z jego schematami po (...)
--- full text ---
Witam
serdecznie i w imieniu redakcji tygodnika literacko-artystycznego pisarze.pl proszę
o poparcie apelu do ministra B.
Zdrojewskiego, a także o powiadomienie innych zainteresowanych losami kultury http://pisarze.pl/publicystyka/2050-apel-do-ministra-kultury-i-dziedzictwa-narodowego-pana-bogdana-zdrojewskiego-.html .
Pozdrawiam
Marek
Jastrząb (Owsianko)
Ostatnimi czasy podczytuję sobie artykuły o Internecie. A - by było śmieszniej - są one umieszczane… w Internecie właśnie. Na temat tego wynalazku wypowiadają się ludzie rozmaitych profesji. Począwszy od parudniowych znawców problemu, skończywszy zaś na starych wygach z naukowymi tytułami. Zazwyczaj są one tak mądre i naszpikowane fachowymi terminami, że człowiek nie bardzo oblatany w cybersprawach powinien milczeć jak śnięta ryba.
Jeden z artykułów przykuł mnie do ekranu na dłużej, ponieważ dotyczył katastroficznych rozważań o przyszłości telewizji. Wedle słów autora, telewizja w wydaniu państwowym poczyna dogorywać. Dzieje się to z powodu konkurencji. Jako, że szary obywatel ma tyle medialnych atrakcji do wyboru, że nie musi być uwieszony przy jednym nośniku.
Krótko mówiąc: nie chcesz, brachu, być manipulowany przez TVP? Masz dosyć Polsatu? Wyłażą ci bokiem spreparowane, upolitycznione komentarze TVN? Jest na to rada: kiń do diabła ten upadający interes i zdaj się na Internet, korzystaj z Jou Tube i wejdź w Google, a dostąpisz wybawienia!
Lecz niestety, stwierdzam ze smutkiem, iż zdarzyło mi się przeczytać "wredny" komentarz i cały radosny nastrój trafił szlag. Bo inny uczony wykazał niezbicie, że jakiekolwiek informacje transmitowane są przecież przez serwer, a serwer ma właściciela i to od niego zależy, jakie dotrą do użytkownika.
--- full text ---
Szczęśliwego, normalnego Roku!
Jeszcze nie
zwiędła sztuczna choinka i nie zdążyłem odejść od wigilijnego stołu
zastawionego pobożnymi życzeniami, a już przyszło mi świętować Nowy Rok.
Jak gdyby zaatakował mnie bakcyl życzliwości. Popadam więc w podniosły
nastrój i znów będę słyszeć „tupot białych mew”. Jestem nabuzowany
szampitrem i odczuwam coś w rodzaju wzruszenia, tkliwości, a nawet – siostrzanego braterstwa,
bo oto nagle ogłoszono triumfalny powrót zdrowego rozsądku i
obwieszczono zakończenie wojny na złe przepisy poprawiane jeszcze
gorszymi ustawami.
Udziela mi się ten perlisty nastrój i
zezowatym okiem wyobraźni widzę, jak smutnymi szeregami idą won
demagogiczne hasła, a niedzielni znachorzy kapitalizmu truchtają w siną
dal i przechodzą do wypaczonej Historii. Więc po sercu mi cieknie miód i
stepują rozmaite wizje. Ale już po chwili zamyka mi się klapa z
nadziejami i dobrze naoliwionym uchem realisty słyszę noworoczne
orędzie:
...moi poddani, mój ukochany ludu oraz wy, paskudy, mówi do was Wódz.
Skończyło się nam ZACOFANIE i od dzisiaj mamy WYRAŹNY POSTĘP.
Priorytetem
mojego rządzenia będzie nowatorskie wykańczanie kraju; postawię na
wyraźne zmniejszenie liczby urzędów polegające na (...)
--- full text ---
- Powiem, wszystko powiem, nawet to, czego nie wiem! Służbę zacząłem z
powodów genetycznych. Dziadek, ojciec, wujek, wszyscy byli żołnierzami,
prostymi przynieś – wynieś, pozabijaj. W tych czasach każdy, kto dał się
poznać i zdobył uznanie szefa, piastował godność cyngla na posyłki, a
jak się wykazał pod kątem skuteczności, mógł liczyć na awans. Tak i ja.
Wkrótce dostałem cynk, że wylosowano dla mnie bezpłatne stypendium i
stwierdzono, że jestem upoważniony do wyjazdu na Sycylię celem
podnoszenia kwalifikacji. Mówiąc bez ogródek, lubiłem sobie wtedy
podnosić byle co, szczególnie wtedy, gdy mnie to gilało. Więc
zadecydowałem. A jako że nie miałem za wiele forsy, postanowiłem
szarpnąć się na zakup rozpylacza, bo słyszałem, że tam każda spluwa jest
na wagę kicia i nikt mi nie da postrzelać za Bóg zapłać, no, ale mówi
się trudno i kocha się dalej.
Jednakże, zanim zdążyłem się gruntownie ucieszyć, przyszła nowa
wiadomość i już nie miałem z czego być zadowolony, bo nakazano mi, bym
dał sobie spokój z Sycylią, wrócił do domu i zrobił porządek z B.
(którego zdjęcia figurowały w każdej szanującej się komendzie).
Powiadano o nim, że prowadzi nielegalne machloje na boku. Za dnia był z
niego potulny komiwojażer, niepozorny facet obarczony rodziną i
--- full text ---
SUBIEKTYWNY PRZEGLĄD NASZYCH TEKSTÓW
Postanowiłem zmienić charakter swoich artykulików, ponieważ na naszym portalu znajduję teksty o wiele lepsze. Wówczas myślę tak: po jakiego grzyba mam wyskakiwać z własnymi? Tym bardziej, że nie lubię psuć czegoś, co idzie w dobrym kierunku. A idzie coraz śmielej i serce mi rośnie, gdy obserwuję poczynania naszych nowych autorów. Od dobrych tekstów można tu popaść w kompleksy, mam jednak wątpliwości, czy wszystkie są czytane. Czy nie jest tak, że na niektóre zwracamy baczniejszą uwagę – choćby z powodu nazwiska autora – a niektóre omijamy, ponieważ nie da rady przeczytać jak leci. Mam ten sam kłopot z wyborem, więc na pierwszy ogień dwa, szczególnie mi bliskie. Pierwszy, ze względu na temat, drugi, z powodu autora.
*
Gdyby nie korzenie, cóż by się odrzucało? Powiada się więc: tylko awangarda, wyłącznie prekursorstwo. Ale współczesnym być, nie znaczy - bezkrytycznym entuzjastą nowego kierunku, ceniącym tylko nowalijki; kto w dzisiejszych zabieganych czasach, z własnej, nieprzymuszonej woli, a nie z obowiązku bycia kulturalnym, czyta poezję Leśmiana, Tuwima, Hemara, Słonimskiego, prozę i dramaty Szaniawskiego, wie cokolwiek o Wyspiańskim (poza tym, że był w butach na weselu Boryny), kto, dla językowej przyjemności obcowania z polszczyzną, chodzi do teatru na komedie Fredry, pamięta o pozalekturowym Mickiewiczu, o kimkolwiek z długiej listy mistrzów barwnego słowa, kto (bez (...)
--- full text ---
