Lewe moje jądro - Bóg,
prawe zaś - Szatan.
Tak w konflikcie ciągnęli mnie,
Raz ku niebu, raz ku piekłu.
Powodując piękacy ból w kroczu.
Cóż mi zostało?
Przesiadywanie ze stadem szczurów,
w kanałach ściekowych,
dumnie ojczyzną nazwanych.
Z których, nie wyjdziemy do ludzi,
ani też na ludzi.
Będziemy tylko zjadać się
wzajemnie, aż do skutku.
Nie bardzo rozumiem co ma do siebie pierwszych sześć zwrotek z następnymi siedmioma?
zgłoś
"Ja też nie rozumiem", pewne rzeczy pozostawiam nie do końca jasne. Ale pisząc to, chodziło mi (w dużym skrócie) o konflikt wiary, który ściągnął mnie na dno kanałów ściekowych, gdzie ląduje z podobnymi mnie straceńcami. Uwielbiam interpretowanie swojej poezji :)
zgłoś
Dziękuję za podanie pomocnej dłoni :) Słowo "ojczyzna" mnie zwiodło - myślałem, że to coś o Polsce. Pozdrawiam.
zgłoś
ojczyzna - jest tylko zwykłą metaforą miejsca, w którym się podmiot liryczny się znajduje. Cóż, może faktycznie to złe słowo. Być może bardziej pasowałaby "ojcowizna"?
zgłoś
a może bardziej przyziemnie - "dumnie domem nazwanych"?
zgłoś
myślę, że jednak trochę patosu warto wcisnąć, wszak pomiędzy bogiem, a szatanem jest osoba nazywana ojcem, w sumie chyba po nim odziedziczylem ten caly kanal sciekowy, zresztą w którymś wierszu ponizej nawiazalem do tego :)
zgłoś