30 january 2011

poetry

RENATA
RENATA

Bańka szaleństwa

Bańka szaleństwa zakwitła
i pękła w jego oczach
na ustach rozkraczył się
obrzydliwie oblesny uśmiech
gdy obrazy rozkladajacych
się trupów wracały wspomnieniem
noc była ciemna
i księżyc cienki jak rogal
bogowie rzucili w czarną pustkę
nieba tylko garść gwiazd
ona stała jak marionetka
i naczynie rozkoszy
ustawiali się w kolejce
i brali ją jeden po drugim
a śmierć stała z boku
nie chcąc nikogo zabrać

stateless
30 january 2011 at 13:19

tekst chybiony :(

report

cygan
31 january 2011 at 11:56

trudny utwór lecz po spokojnym przeczytaniu , przemyśleniu czuć w nim wiele emocji i mam nadzieję że zrozumiałem Twoje intencje jestem na Tak

report

JoT Eff
31 january 2011 at 12:00

Straszny wiersz.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register