Zmiana sposobu prezentacji

5 lipca 2010

proza

borys
borys

Gniazdowniki




Szanowny
Czytelniku. Przed Tobą smutek i łzy. Skończywszy ostatnio lat trzydzieści
postanowiłem zebrać i spisać wszystkie, najdrobniejsze nawet szczegóły mojego
życia. Zajęło mi to wiele dziesiątek lat, a powstała w ten sposób historia
znudziła mnie co nieco. Postanowiłem tedy wprowadzić do tej historii trochę
żartu, cofnąłem się więc w swoich badaniach do życiorysów moich przodków. Niestety
moi przodkowie byli zazwyczaj gnuśnymi starcami, którym jedno oko zaszło
całkowicie bielmem, bezzębnymi nerwusami, krztuszącymi się przy połykaniu
śliny. Mieli oni stare, ślepe, obrosłe wąsem małżonki. Z ich ust dobywał się złośliwy
chichot kiedy dzieci sąsiadów umierały w boleściach lub chociażby traciły przy
sianokosach nogi.
Wielu moich
przodków pojawi się zatem na kartach tej opowieści, jednak historia od której
zaczyna się nasza opowieść miała miejsce pewnego poranka, wiele lat po śmierci
mojego ostatniego przodka, który umarł ze starości mając lat sto dwadzieścia
jeden. Żyłby on zresztą pewnie i do tej pory gdyby nie jego irytujący zwyczaj
straszenia księdza plebana podczas uroczystości mszalnych. Mianowicie ukrywał
się on za chrzcielnicą, zza której wyskakiwał z opętańczym okrzykiem w najmniej
spodziewanym momencie. Pewnego razu ksiądz biorąc mojego przodka za męża (...)

--- cały tekst ---

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się