Zmiana sposobu prezentacji
Przy świętym Janie
Chylą ku nocy kwiaty swe dzwony,
zamilkły ptaki, ciszą świat stoi.
A gdy się budzi, z nadzieją czeka
na pozdrowienia od Pana Boga.
Nosi je anioł biały – w krysztale
nie ma goryczy, czczego gadania,
chlapnięcia słowem nierozwiniętym.
Czyś ty Gabryel? – widzę od razu,
co w ręku skrywasz, czy burzę wnosisz
i swoją pychę do mego domu.
Radość i spokój sam Bóg rozdaje
i to się mieni na pozdrowieniu –
przyszło ze wschodu, jako życzenie
pokoju, który zostawił Jezus
ziemi przeklętej na wieki wieków,
ażeby miłość w nim uprawiali.
Wpadła mucha na śniadanie.
Łasuch prosi, niech zostanie.
Mały panek miał kłopotek,
Przebiegł drogę czarny kotek.
Strojnej pańci zrobił kupę
Szary gołąb na perukę.
Metr po metrze znikło w Metrze
Rzadkie szczęście w gęstej kupie.
Nie szukaj.
o północy
przyszła Salome
z mlekiem matki na ucztę
slalomem
ujęła króla
i oddał jej głowę
szkoda że cudzą.
Zbudził dzieniuszek
noceńkę raniuszkiem
I pobiegł prosto do słonka
Zdyszany leżał
przy sjeście w cieniuszku
Aż słońce zbladło jak błonka
Ruszył na zachód
z tęsknieniem ku nocy
I zaszedł chyłkiem do łóżka
A noc
spuściła swoje czarne włosy
Już zasłoniła dzieniuszka
narodzie
daj nam głos
a my tobie zaśpiewamy
de mo de mo kra kra kra...
– szanowne państwo
scalona przebiegłość w sieci
stanęła ponad człowiekiem
bez czułości
zdjęła wgłębione reformy
i pokazała swoją poezochę
patrz niedowiarku
jak wychwalają narody sztuczne jej pozy
jak sławią jej mega dostępność
w mrocznej antologii
wykryto mocz
vide tom wierszy "I AM CODE" AI
przekwitły lipą miesiąc
przeszłam w poszukiwaniu
niedokończonego słowa,
na wiele języków
szumiało przy wodzie
Warsze, Warszewa, Warushawa,
Barsobia, Beer Szewa
na krańcu ziemi obiecanej
odkryłam źródło w studni,
na pustyni wędrowców
wypłynęłaś z ręki Abrahama
Warszawo
nad Wisłą, w miejscu spotkania
zbudowaliśmy ołtarz Bogu Wiekuistemu
i tu śnimy schody do nieba,
a Bug wyznacza granice.
może ci kiedyś zapomną
co dzisiaj do nich mówiłeś
a może rozwiną temat
a ty puścisz go w świat z dymem
może ci nawet przypomną
co wczoraj im wymówiłeś
jednak nie chowaj wyrzutów
dłoń satyryka nosiłeś
we żniwa i w sianokosy
docinki na rżysku liter
spieczonych na kartoflisku
przepiórek mistrz wydał plony
wiedział Miłosz
co jedzą ludzie i co im szkodzi
w zamyślonych dolinach
tkanina Herberta
nie była tkana z próżności
a ty tu łagodnie
jak wiatr zachodni
przynosisz chłodne orzeźwienie.
głosisz jak dobra wróżka
że mówię nazbyt wyraźnie
że prawdę
można przykryć kocem
a ja nie kupiłam
wiem że język na wybiegu ubiera się
w modne kreacje
dlatego zachowałam tablice z góry Synaj
które podarował El Szaddaj
domowi Jakuba
wiszą nad drzwiami
właśnie przekroczyłaś
