WSZYSTKIE PRACE Proza (4)
O autorze Znajomi (2)

Zmiana sposobu prezentacji

26 czerwca 2016

proza

swdr
swdr

Dziewczyna bez odbicia. Cz. 1

Scena standardowa i znana wam wszystkim z codziennej rutyny. Każdego dnia wstajecie rano. Resztką świadomych ruchów wyłączacie budzik, a cała reszta jest już w was zaprogramowana. To działa jak plik bat, który został stworzony i wgrany już lata temu. Nie mamy wpływu na jego przebieg. Nie wiemy nawet kiedy zgodziliśmy się na jego instalację. Tak samo było w jej przypadku. Wtorek? Czwartek? Poniedziałek? Nie było to ważne. Pracowała w trybie, w którym dni tygodnia stały się tak mało ważne, jak jej osoba dla jej własnego kota. Stanęła przed lustrem, przemyła twarz, sięgnęła po ręcznik, którym niedbale wytarła twarz, zdjęła koszulkę i majtki. Była gotowa do porannego prysznica. Jej oko jednak wyłamało się rutynie i dość uważnie spojrzało w lustro. Wyprostowała się i stanęła idealnie przodem do swojego odbicia. Obejrzała się od góry do dołu. Obróciła na palcach jednej nogi w jedną, to w drugą stronę. Oceniła swój brzuch, piersi i w miarę możliwości tyłek na tyle, ile dała radę. Spojrzała swojemu odbiciu prosto w oczy.

-Tłusta świnia…
 
               
Jej wory pod oczami nagle stały się tak jakby ciemniejsze. Sylwetka zgarbiona. Brzuch bardziej obwisły. Piersi rozjechały się na boki, jak dwa tramwaje w mieście.

-Tłusta świnia?!
 
Trzy sekundy konsternacji. Absolutna cisza została przerwana wyłącznie cichym szelestem (...)

--- cały tekst ---

10 lutego 2016

proza

swdr
swdr

Cienka granica między światłem, a ciemnością

Wracał tą samą drogą, co zawsze. Prosto z pracy do domu – około czterdziestu minut piechotą. Nie zwracał już nawet uwagi na mijane budynki, domki, ludzi, latarnie, płytki chodnikowe i sklepy. Zatapiał się w brzmieniu muzyki i szedł jak zahipnotyzowany. Równym miarowym krokiem i oddechem. W rytm instrumentalnej muzyki w słuchawkach odmierzał sobie odległość do celu. Duszne lato, późny wieczór, słońce już dawno schowało się za horyzontem. Patrząc w dal, przed siebie odnotował mimo wszystko, że jest zupełnie ciemno. To spostrzeżenie wyrwało go z amoku i zatrzymał się na chwilę. Tak – było ciemno. Na jego ulicy, już całkiem niedaleko domu nie świeciła ani jedna latarnia. Rozejrzał się pomału. W domkach i blokach wokoło nie było oznak życia – ciemne okna, niezapalone lampy nad wejściami, brak zwierząt w ogródkach, wymarłe balkony. Na horyzoncie widać było miasto i jego łunę – w oddalonych wieżowcach sporadycznie świeciły się malutkie okienka. Korespondowały z rozgwieżdżonym niebem nad jego głową, na którym jednak brakowało również księżyca. Opuścił wzrok z nieba i rozejrzał się jeszcze raz. Ściszył muzykę. Podszedł do bramki domku znajomego sąsiada – wiedział, że za ogrodzeniem powinien spać owczarek, a jednak. Nie było go tam. Dom, jak każdy inny wydawał się być opuszczony od dawna. Wyłączył muzykę. Nacisnął przycisk dzwonka. Głuche uderzenia młoteczka w metalowy grzybek (...)

--- cały tekst ---

16 lipca 2014

proza

swdr
swdr

Wszystko kiedyś powraca

Świat przestał wyglądać tak, jak wcześniej. Coś, co niegdyś było kolorowe i pełne życia, kuszące przyjemnościami i wzbudzające pożądanie, teraz było czarne, białe lub szare i w połowie procesu rozkładu. Dziewczyny nie smakowały tak dobrze, alkohol nie działał kojąco, sen nie przynosił odpoczynku. Grzechy przeszłości pozostawił za drzwiami, a przynajmmniej chciał żeby tak było. Wychodził co dzień z domu, maszerował do samochodu, jechał do pracy, wracał, jadł, spał, a kolejnego dnia powtarzał to niczym, zaprogramowana maszyna. Mieszkanie w wieżowcu i życie na kupie wijącej się tłuszczy nie polepszało sprawy. Wszyscy byli zatopieni w tej samej somnambulicznej projekcji codzienności.
 
                Do tego jeszcze te cienie. Nie odstępowały go na krok. Zaczęło się od czarnych plam, migoczących w kątach, w odbiciach luster, szyb, gdzieś bliżej i dalej. Ułamki sekund po których był zmuszony szukać wyjaśnień. „Nie spałem dobrze dzisiejszej nocy, wczoraj pracowałem do późna, jestem zmęczony, nie wypiłem kawy, zbyt dużo stresu…” Po pewnym czasie dostrzegał ich coraz więcej.
 
                Jak co dzień wracał z pracy po szesnastej. Jak co dzień wsiadł do windy na parterze i nacisnął wytarty, tłusty przycisk z cyfrą „6”. Jak co dzień spojrzał w okno w drzwiach windy i czekał aż powoli ruszy w górę. Tym razem jednak zaczęła jechać w (...)

--- cały tekst ---

16 listopada 2013

proza

swdr
swdr

Przywiązanie

Poczuła delikatne mrowienie. Na początku starała się nie zwracać na nie uwagi, lecz w końcu stwierdziła, że nie wytrzyma. Zebrała pośpiesznie swoje rzeczy i wyszła z sali audytorium. Stojąc w kabinie damskiej toalety sięgnęła dłonią między uda. Wilgoć bielizny nie pozostawiała śladu złudzeń. Chciała tego. Zsunęła do kolan wszystko, co było koniecznie, po czym jej palce rozpoczęły spacer po gorącym centrum jej ciała. Prawa dłoń swoimi długimi palcami czołgała się po jej wilgotnej i nabrzmiałej kobiecości, lewa zaś stąpała twardo po piersiach ukrytych w czeluściach jej ubrań. Nie była głośno – nie mogła. Znajdowała się w toalecie miejskiej biblioteki.  Ukrywając ciche westchnienia doprowadziła do momentu, gdy jej ciało wygięło się w nienaturalny, rozkoszny sposób, a następnie zgięło wpół, aż przyjemność poczuła głęboko w trzewiach. Chwila odpoczynku, po czym naciągnęła na siebie ubrania i udała się z powrotem do głównej sali, gdzie starszawy mężczyzna chwalił się swoją ostatnią, nadzwyczaj nieudaną książką. Zaczęła analizować swoje łazienkowe poczynania: „och… trzeba zrobić zakupy och… co z tą reklamacją? ach… matka będzie dzw…  aaa… ładne kafelki…”
 
-Jestem pojebana… - pomyślała. Ani jednego wspomnienia swojego faceta, żadnego faceta, jakiegokolwiek faceta, kobiety, kota, karła, trolla… Czegokolwiek, co miałoby jakikolwiek potencjał (...)

--- cały tekst ---

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się