Zmiana sposobu prezentacji
Więc, pamiętam niewiele. Dwie regułki, psu na budę.
Do dziś nie potrafię bez poczucia winy zacząć zdania od „więc”.
Teraz, gdy już padło, będę gryźć się przez tydzień,
codziennie przed snem wyobrażając sobie,
że odpowiadam kwiecistą polszczyzną
i zamieniam się w sarmatę, dziada z sumiastym wąsem i nagle
jestem bohaterem „Potopu” i ścinam głowy,
a z każdą jedną czuję, jak moja własna staje się lżejsza
i nie muszę już mówić, bo ona gada, gada, opowiada historie, a ciekawe nawet,
których nie znam, w których musiała, widać, brać udział sama.
Wybacz. Ciągle przeżywam książki, których nie przeczytałem.
„Ułaskawić nie, zabić” albo „ułaskawić, nie zabić” –
powiedziała wychowawczyni, oddając zadanie klasowe
i popatrzyła na mnie znacząco. Że od przecinków, zależy życie.
To wypracowanie wyjaśnić miało, kim chcę być, kim będę.
Wiedziałem wprawdzie, kim chcę być, nie podobało mi się jednak ubieranie tego w słowa.
Zamiast pisać bawiłem się plasteliną. Przykładałem ją do lampki i trzymałem tak długo,
aż topiła się, parząc palce. Kropla spadła między linijki.
Czy wtedy, w pokoju śmierdzącym spalenizną, wydałem na siebie wyrok?
Bo chciałem być marynarzem, wiesz. Marynarzem. Zupełnie nie rozumiem dlaczego.
Niewiele się w życiu (...)
--- cały tekst ---
