Zmiana sposobu prezentacji
Moja przyjaciółka, ta, która załatwiła sobie rentę (według środowiskowej opinii) czy też załatwiła się (zdanie bliskich), sobie długo śpi. I chyba tylko śpi.
- Zrób coś, proszę – niemal błagał mi do komórki jej mąż – tirowiec – domowy czaso- czasem - bywalec.
- Odwalcie się! – przegania moja nie ta co kiedyś psiapsiółka, wszystkich, którzy chcą ją z tych betów wywlec.
- Poranek jak marzenie, słonko aż tańczy na niebie, jedź ze mną, plissss... Sama jakoś ...
- I co z tego? – burczy do słuchawki jakby po studenckiej imprezie.
- A to z tego, że nareszcie jest cieplutko, no i jakoś weselej z tym słonkiem ..
- I co z tego? – przerywa mi. – Zniknie, jak się wyśpię? Zadzwoń później, ok.?
- Ok., ok., ale później nie będzie to samo... A ja ...
- I co z tego? Później, ok.?
Cisza...
Ma rację. Nic mi do tego ani nikomu innemu, jak kto sobie ściele dzień i co go w życiu kręci. Tyle że znam, a przynajmniej tak mi się zdaje, tę osóbkę od lat wielu. Wiele za nami dobrych i złych chwil, rozmów – tych osobistych też. Stąd wiem, że leci w tę swoją samotnię, bo ..., bo coś się dzieje. Bynajmniej nic dobrego. Tylko, jak taktownie w to wejść?
Szukanie pracy po długoletniej, z awansami, nagrodami takimi i owymi, zajęło jej (...)
--- cały tekst ---
