|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (113) Proza (5) Dziennik (112) Fotografia (35) Grafika (1)
Pocztówka poetycka (1) O autorze Znajomi (1) | |
Zmiana sposobu prezentacji
Sometimes we burn ourselves to ashes trying to kindle someone's heart without knowing it is made of stone.
If you are not her best candidate for the lead in her life,
just let it go
or you'll end up being an understudy or a dummy
and you won't find your name
even in its final credits.
Even if she doesn't love you, but respects your feelings,
she won't let you drown in sorrow or burn with envy.
If she cares about you, she always finds a moment to say a few words
that will allow you to catch your breath
and not struggle with guesses for the next few hours.
No matter what.
If not, she'll always make an excuse
and you can be sure she doesn't give a fuck about you.
If she can't give you a goddamn minute when you need it most,
how could you expect her to give you a day, a month, or a year?
Don't waste your time explaining what it means to you.
Better keep every remaining second of your presence for someone
who will appreciate the value of your absence.
Kiedyś, udając sie rano do toalety, z zamiarem załatwienia spraw doczesnych, nie cierpiących zwłoki, zastałem tam moje ego. Zupełnie nie zwracało na mnie uwagi, jak nigdy! Wpatrzone mętnym wzrokiem w otwartą muszlę klozetową, zdawało się być pogrążone w głębokiej zadumie.
Nie pierwszy raz mnie zaskoczyło. To była jednak ta z tych sytuacji, kiedy poważnie zastanawiałem się nad tym, czy aby nie powinienem wysłać go na przymusowy urlop.
Już nawet chwyciłem za słuchawkę, wystukując na klawiaturze trzycyfrowy numer. Rozmyśliłem się jednak.
Skoro mi nie potrafili pomóc, to co zrobią z nim? Cóż, jest mi potrzebne, a poza tym nawet je lubię. Czasami.
- Co ty, do iabła, wyprawiasz z samego rana - wrzasnąłem na nie dosadnie.
Aż się wzdrygnęło. Typowa oznaka powrotu do rzeczywistości. Odwróciło raptownie głowę i spojrzało na mnie z ukosa, rozbrajająco szczerząc ząbki w uśmiechu, lub czymś, co miało być jego parodią. Uniosłem brew.
- Jak to co? - odpowiedziało, jakby wpatrywanie się w otwartą muszlę klozetową o szóstej rano, było czymś najzupełniej normalnym, czemu dziwić się nie sposób.
Milczałem, smagając je spojrzeniem niezbyt przyjaznym spojrzeniem.
- No zobacz! - krzyknęło zniecierpliwione, wskazując paluchem porcelanowy owal sedesu.
Niezbyt pewnie zbliżyłem się nieco, wychylając na palcach, by zerknąć na to, co chciało mi pokazać. Wolałem być (...)
--- cały tekst ---
