miałam wiosnę w bieliźnie dziś mam późną jesień
śmierć mi się czai w przedsionku
jakiś czas temu kiedy jeszcze byłam roztańczoną zaledwie kobietą
kwiaty same ochoczo wplatały się w moje włosy pachnące ogniskiem
w drobnych dłoniach rósł ogród mojej płci skłóconej jak zwykle
z metalicznie zgrzytliwym bogiem sąsiada spod trójki
teraz gdy uroda stoi w jawnej sprzeczności z definicją dobrego smaku
jest mi znacznie bliżej do geometrii przewróconego na bok kiosku
tamto ciało już nie zmaga się z jednokierunkową windą ciążenia
a kończyny te niegdyś czarodziejskie zbyt rozdygotane i wiotkie
każdego dnia piszę nimi wiersz zmywam podłogę pielęgnuję schemat
dotykam czule naszego poety i nie odczuwam tamtego tąpnięcia
kiedy upuszczając mnie na chodnik zaciekle powtarzałeś klęczeć
dziś sama zamek rozporka wszyłam sobie w miejsce na uśmiech
duży plus za niejednoznaczność...ale Twój szyfr można przynajmniej próbowac lamać, przy tym odczułem niekłamaną przyjemność wczuwając sie w tę kobietę :)
zgłoś
cieszy autora
zgłoś
z przed jawnej w pierwszym wersie drugiej strofy raczej zbędne. Słowa zbudowały obraz. Czuć w nich żywego człowieka. Konkretną osobę. Dużo czuć. Nawet rozczarowanie smutek i może nawet bezsilność. Podobają mi niektóre metafory. Wrócę do Twoich wierszy w wolnej chwili. Dobranoc
zgłoś
do usług i poprawione
zgłoś