Zmiana sposobu prezentacji
chciałbym zmian
ale to boli
samotny jak jesienny liść
czekam na stresujący dzień
on czeka ubrany na czarno
pomacha mi na dobranoc
kopnie w twarz i zapomnę o swojej aurze
to nie twoja rzecz by mnie potępiać
i tak będzie koniec
to kwestia czasu
kości zbielją
potem pożółkną
jak liście
mara się przyśni
jak wszelki zmysł
myślałem że to były anioły - okazało się że to były muchy
innym razem
myślałem że to muchy - okazali się aniołami
teraz gdy cały świat płaczę
ja po odbytym wyroku
uśmiecham się do siebie
i wiem że ty też staniesz na nogi
uwierz - udźwigniesz ten krzyż
o świecie mój
dlaczego milczysz jak zaklęty
kiedy tak siedzę i czekam na jutro
tą egzekucje
potem pewnie przemodlę do wieczora
aż zgasną wszystkie zmysły
i zamilknie
czas
moje ja
to wszystko już się stało
spocony byłem
ty taka naga
nasze spotkanie
to jak atak paniki
szeptałaś zbyt głośno
wszystko usłyszeli sąsiedzi
teraz nawet nie mówią
dzień dobry
dziękuje ci
za lęk który poznaje
za niedomyte naczynia w zepsutej zmywarce
za kłótnie które wszynasz zawsze ty
za ten stan który pozwala mi widzieć więcej
za oczekiwanie na narodzenie
na zmartwychwstanie
moje i twoje
niech zawsze będzie nasze
ogrzałaś moje serce
choć nieobecna
ja niebieska góra lodowa
stopiłaś mnie ciepłem
chodzę po sklepach
szukając promocji
twój uśmiech gratis
wliczony w cenę towaru
zajrzałaś w ciemności mej duszy
mimo to
nie odwróciałaś się
teraz zbliżają się święta
i chcialbym tylko cud
twojej radości
twego szczęścia
jem zimne czerwone jabłko
pije zimną zieloną herbatę
czuję twój zimny wzrok na plecach
zimno mi
jestem jak góra
oddycham głęboko
podliczam
zysk
stratę
sama wiesz że czułem
zobaczyłem
szaleństwo
mądrość
wspólczucie
teraz stoję na dachu świata
mojego bloku
i modlę się powoli
co mnie
irytuje
inspiruje
oczy jak kamery rejestrują
przebieg wydarzeń
sikam pod wiatr
jednocze się z naturą
zimną ponurą
prawie jak ja
wchodzę na szczyt góry
oddycham z trudem
zatrute powietrze
fajkami i oparami z silników
ułuda sprawia że myślę
nic mnie nie ogranicza
byle znów przysiąść
głęboko nabrać powietrza
i na zewnątrz
tryskam zdowiem
nikt mi nie powie że może być lepiej
gorzej
żalę się Bogu
zniszcz moich wrogów
ale oni tylko w głowie
wiem
sam na złość sobie robię
może się dowiem
jak odzyskać
zdrowie
te psychiczne
oczywiście
