Zmiana sposobu prezentacji
Kondukt żałobny powoli toczył się ulicami miasteczka ku miejscu przeznaczenia. Ze zdezelowanych głośników unosił się chrypiący zaśpiew. Ksiądz czy organista, nie wiadomo, ale też nikt nie wnikał. Były ważniejsze sprawy do omówienia.
- To ty nie pamiętasz, jak było? Wyjechała na studia, a po roku wróciła z dzieciakiem na ręku. Ojciec jej wlał, ale pozwolił zostać. Tyle że nigdy już się do niej nie odezwał.
- Oj, wszyscy wiedzą, że puściła się z Arabem. Przecież to widać po Karolu. Gęba ciemna, czarne włosy i taki mruk. Prawdziwy Arab, który tylko coś knuje.
- Jak Boga kocham, że oni są tymi, no, muzułmanami. Stara może nie, ale syn i synowa tak. A że do kościoła chodzili? Zwykła ściema.
- Wszyscy wiedzą, że synowa znęcała się nad nią. Jeść nie dawała. Stara z głodu przecież umarła. Moja sąsiadka widziała ją w szpitalu. Chudzieńka taka była. Mówią, że to ojciec Karola kazał ją zagłodzić. Za karę, że mu syna zabrała.
- No a teraz wyjeżdżają, do Arabów. Stara nie żyje, to ojciec zabiera ich do siebie. Będą tam modlić się na dywaniku, a synowa będzie musiała nosić szmatę na gębie. Dobrze jej tak. Po co nosa zadzierała.
- A temu Karolowi zawsze źle z gęby patrzyło. I ten jego warsztat. Niby renowacja mebli, a wszyscy wiedzą, co tam wyrabiał. Widziałeś, jakie tam samochody stawały? Same „merce” na zagranicznych blachach. No to chyba nie po stare (...)
--- cały tekst ---
CZARY WIEDŹMY CHOROBY
Byli raz sobie mężczyzna i kobieta, bardzo młodzi oboje. I zakochani, dodajmy. Bardzo chcieli mieć dzieci. Pewnego dnia, on, patrząc jej głęboko w oczy, z radością powiedział:
- Wiesz, nasza córeczka będzie tak piękna jak ty… A może nawet jeszcze piękniejsza – dodał ze śmiechem.
I przyszła na świat dziewczynka śliczna jak matka i mocna jak ojciec. Nad jej kołyską zaczęły zbierać się rozmaite wróżki z darami. Jedna dała małej dobroć, druga mądrość przewidywania, trzecia miłość do ludzi. Ale na tym nie był koniec. Kolejno zjawiały się następne i jeszcze inne dary przyniosły. Znalazła się nawet taka, która dała jej małą stópkę.
- Bo małe stopy zawsze są w modzie – szepnęła zawstydzona i schowała się za siostrę.
Ale co to? Na niebie pojawiła się siny obłok. Będzie burza? Hm… można to i tak nazwać.
Wszystkie lecące w jednym kierunku wróżki rozbudziły ciekawość wiedźmy Choroby. Była to osoba zawistna i zaborcza. Nikt jej nie lubił, nawet jej dalekie kuzynki, wróżki. Nikt jej też nigdzie nie zapraszał, bo mówiono, że zepsuje każdą uroczystość. Choroba wiedziała o tym, a ponieważ była także złośliwa i nieprzewidywalna, w jednej chwili postanowiła, że sprawdzi, co za spotkanie się przed nią ukrywa. I poleciała za wróżkami, pojawiając się jako ten obłok złowieszczy.
Na jej widok wszyscy jednako (...)
--- cały tekst ---
