|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (4) Proza (11) Fotografia (24) Książki (9)
Pocztówka poetycka (5) O autorze Znajomi (18) | |
Zmiana sposobu prezentacji
Mili drodzy... DZIŚ DZIEŃ CZARNEGO KOTA :) Tak więc wiedźmińskim zwyczajem zapodaję co nieco o kocie jako zwierzu totemicznym. Mój Asfalt był takim kociskiem, a że żyje w moim sercu i nigdy z niego nie zniknie, fragment okraszam jego facjatą - był magiczny w każdym calu. Do tego stopnia, że uczestniczył nawet w Ceremonii Świętej Fajki :)
"Kot jako zwierz totemiczny"
Zadziwiające zwierzęta są wszędzie. Każde zwierzę jest niezwykłą istotą, która pomaga w przypominaniu nam jak bardzo my sami jesteśmy unikalni. Gdy patrzymy na jakiś aspekt świata z nowym zrozumieniem w oczach, zaczynamy widzieć również i siebie samych w nowym świetle. Wszystko w Naturze może być naszym totemem; każde zwierzę, każda roślina. Za każdym razem gdy jakiś gatunek ginie lub grozi mu zagłada świat traci część swojego piękna, a my część naszego. Gdy dostrzegamy niezwykłość jakiejś rośliny lub brata mniejszego, odkrywamy i w sobie nowe, unikalne zalety. Czasem warto spojrzeć na świat natury mistycznym okiem i dostrzec bogactwo form i zachowań, przyjrzeć się ich symbolicznym i mistycznym aspektom, by poprzez te obserwacje dotrzeć do tej pierwotnej części duszy, która wciąż zachwyca się doskonałością natury, nawet w „cywilizowanym” świecie racjonalistycznego społeczeństwa. Czasem jest ważniejsze, by czuć niż wiedzieć. By móc rozmawiać ze zwierzętami i uczyć się od nich, najpierw powinniśmy (...)
--- cały tekst ---
Te pierwsze razy…
Pierwszy raz gdy cię ujrzałam, byłeś malutki jak fasolka Jaśko…
to najpiękniejszy obraz w mojej pamięci.
Gdy pierwszy raz głaskałam twoją główkę przy mojej piersi,
poczułam wszechogarniającą czułość… to najwspanialsze uczucie
doświadczone przeze mnie po twoim urodzeniu.
Słysząc po raz pierwszy twój płacz, czułam jak wzbiera we mnie
niepokój… nie wiedziałam czego potrzebujesz – zaczynałam się dopiero ciebie uczyć.
Gdy uśmiechnąłeś się po wielu próbach mimicznych grymasów,
płakałam z radości jaką to we mnie wywołało.
Kiedy zacząłeś gaworzyć, uległam kompletnemu zdziecięceniu… do tej pory usiłuję sobie przypomnieć jakich sylabozlepków używałam do rozmów z tobą.
Nigdy nie zapomnę wyrazu zdziwienia na mordce naszej kotki, gdy pierwszy raz złapałeś ją za ogon… od tego momentu kładła się przy tobie dopiero, gdy zasnąłeś.
Twoje pierwsze raczkowanie przypominało rzucanie się ryby na
piasku… przebyłeś w ten sposób dystans całego łóżka rozmiaru queen size.
Gdy zorientowałeś się do czego służą twoje kolana i łokcie, a
podłoga była twoim poligonem doświadczalnym… pierwszą draką było dobranie się do karmy z kociej miski.
Miałeś 9 miesięcy, gdy zrobiłeś swoje trzy pierwsze samodzielne
(...)
--- cały tekst ---
Z pamiętnika emigrantki o szarych oczach...Dreamers Rock
Gdy byłam na Wyspie Manitoulin, w czasie mojej pierwszej
wyprawy do wnętrza siebie, opowiedziano mi o Dreamers Rock – skale wizjonerów. Słowa młodego Indianina o tym miejscu od razu zapadły mi w serce. Poczułam, że to właśnie tam powinnam się udać…
“Mówiono mi o snach. Byłem przygotowywany do nich i uczony od dziecka ich znaczeń. Oczekiwano, że będę miał ich wiele. Prorocze sny fascynowały mnie od zawsze. Anishinabe, to tradycyjna nazwa, która nas określa. Znaczy „pierwszy człowiek”, niektórzy mówią „dobry człowiek”, a jeszcze inni rozumieją to jako „człowiek zesłany z wysokości.” Moja rodzina używa tej nazwy dla wszystkich Indian Amerykańskich, których imion nie znamy. Ojibway, to nazwa, którą nadali nam francuscy osadnicy.
To jak się zdaje odnosiło się do naszych mokasynów z pogrubionymi szwami, które nosiliśmy. Anglicy wymawiali to słowo Chippewa. Powiedziano mi o starym miejscu, gdzie nasi przodkowie wysokiej rangi byli zabierani na pochówek. Szamani, prorocy, wielcy nauczyciele, zasłużeni wojownicy, i ci obdarzeni specjalnymi talentami. Chciałem tam pojechać od zawsze. To jest miejsce, w którym Duchy Zmarłych obdarowują żyjących, co się zazwyczaj odbywa w czasie oczyszczającej głodówki i podczas wypraw po proroctwo/wizję. Ludzie, którzy odwiedzali to miejsce i zanosili swoje dary, otrzymywali w zamian specjalne rzeczy od Duchów. Zmarli mówili, (...)
--- cały tekst ---
Nadchodzi, jak co roku dzień specjalny… Każdej Matki… Gdy wyjechałam do Kanady i tęskniłam za rodziną, często, w czasie wolnym od pracy niani, przebywałam w salonie domu polskiej rodziny, która mnie zatrudniała. Tam, w nikłym świetle lampy i w wygodnym skórzanym fotelu, zaczytywałam się poezją polską i grałam na pianinie. Pewnego wieczoru jednak, wpadł mi w ręce tomik antologii poezji bułgarskiej, który mnie zauroczył… Miałam taki zwyczaj przepisywania wierszy i poetyckiej prozy do własnego kajetu, z którego teraz zamierzam skorzystać, by się podzielić pięknym obrazem bułgarskiego poety, którego imienia nie zapisałam… Przeglądając pożółkle kartki dwudziesto paroletniego zeszytu w twardej oprawie, zapisanego drobnym maczkiem od pierwszej do ostatniej strony, naszły mnie
wspomnienia… Wtedy, tam, w kraju klonowego liścia, każdy wiersz o matce wywoływał wzruszenie. Ten, który teraz
przytoczę, nad wyraz szczególne… łzy się zakręciły, bo słowa wywołały wizję przyszłości…
„Mojej Matce!”
Mamo!
Wrócę do ciebie jak zawsze.
I jak zawsze nieoczekiwanie w
mroku zapełnię sobą twe okno.
Zaskoczona, nie zrywaj się z
krzesła, nie padaj mi w objęcia.
Spójrz na mnie i pozwól mi zdjąć
płaszcz, pozwól narąbać Ci drzewa,
pozwól, że klęknąwszy u twoich stóp, napalę ci
w piecu.
Nachyl się z uśmiechem nad (...)
--- cały tekst ---
Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami
z mroku nocy, w porze porannych dziwów -
zbiegam ku tobie w sukience mgielnej a zwiewnej,
z roztańczonym na wietrze rdzawym włosem
wyciągając dłonie zielone, łąkowe, jesienne,
z darem babiego lata i liści wielobarwnych…
Chichot Leśnego Licha echem za mną goni,
a słoneczne promyki poranka nadzieją się jawią -
zwiastunem rodzącego się piękna w budzącym się dniu.
W dni wiosenne, rozbudziwszy zmysły po długim, zimowym, letargicznym śnie, moja wyobraźnia w pogoń za Leśnym Lichem się udała… Wszak i cała przyroda zdaje się być stale zajęta. Drzewa już młodą zielenią obsypane, krokusy pysznią się na wpół rozmokłych trawnikach, pszczoły hulają tu i tam, ptaki fruną,
świergotliwym śpiewem radość wiosenną roznosząc, ślimaki gubią swoje skorupki, a i muszki brzęczą ospałymi jeszcze skrzydełkami… A i dla mnie wschodzi nowe słońce; wszystko jest pełne życia, wszystko zdaje się wyrażać namiętność i wszystko skłania mnie do zachwytu… Tak więc, potykając się o kamuszki na leśnym dukcie, wspinam się na szczyt, na kraj świata, tego wyłącznie mojego - magiczną Radunię, Księżycową Górę… Tam Licho ma czekać niecierpliwie, po długiej zimowej rozłące, w której tylko sen, ten świat spoza nas, nicią (...)
--- cały tekst ---
Ale tytuł powiecie zaraz... a to jest słowo-klucz. Klucz do krainy nieskończonej wyobraźni, zawieszonej pomiędzy bytem i niebytem... Klucz do drugiego człowieka, nieuchwytnego inaczej, aniżeli poprzez adnotację do kisielu. Hiiiiiiiiiiiiih... wpadłam w wir kuchennego szaleństwa... Słowo się rzekło, trzeba czarować kisiel JABŁKOWY! Albo uważać na to co się mówi i obiecuje.
W życiu jeszcze nie robiłam kisielu o tym smaku. Ale życie pełne jest niespodzianek i zakrętów, w tym wypadku poślizgowych.
Parę dni temu śniłam o pakowaniu bagaży... w pośpiechu!
O poranku, na wpół śpiąco dorwałam sennik i odkryłam, że pakowanie/pakunek reprezentuje kobiecą duszę...a pakować coś, to potwierdzać konieczność wyjazdu, zmiany otoczenia, organizować się, wyciągać wnioski, ośmielać się dokonać zmian. Taaak... bagaże oznaczają pragnienie zmiany i konieczność wyzwolenia się ze starych obsesji uczuciowych, które utrudniają postęp w otwarciu na nowe relacje.
I tak oto znalazłam się przy garkuchni obmyślając recepturę na słodką awanturkę o jabłkowym wydźwięku...hmm, cynamon wystarczy, lubczyku chyba nie będzie trzeba...Sok jabłkowy z kartonu i koniecznie bez konserwantów czy też wyciskany w sokowirówce z jabłuszek świeżych i nieskażonych cudzymi myślami? Rodzynki czy kawałeczki suszonych na słońcu moreli, by element ognia wprowadzić..?
Oszalałam czy też pragnienie (...)
--- cały tekst ---
Myśli…
Pognało mnie w Ślężańskie Światy… oj, pognało… takiej
nieodpartej potrzeby bycia sam na sam z własnymi myślami dawno już nie miałam… Księżycowa Góra, Radunia, przyzywała mnie do siebie… zawsze tam wracałam do równowagi, albo przynajmniej doładowywałam energetycznie witalne akumulatory… Tak i wczoraj wspięłam się na szczyt… ni żywej duszy wokół… Usiadłam w trawie i chłonęłam piękno i spokój tego miejsca… graficzne znaczki moich emocji same układały się na papierze rozłożonego przede mną notesu…
Otulona ciszą i brzęczeniem leśnych pszczół wsłuchuję się w delikatny szum traw… wdycham zapach łąkowych ziół… odurzają i drażnią zmysły tą słodką wonią… I ta CISZA… Jestem sama… a jednak nie samotna. Pierwsze promienie słonecznego lata pieszczą moje pozbawione energii ciało… Powiewy górskiego wiatru muskają leciutko kosmyki niesfornych włosów… Kolorowy motyl przysiadł na moim ramieniu odpoczywając po trudach lotu… tak jak ja. Patrzę w dal na rozpościerające się bezmiary pól, lasów, pagórków i ludzkich domostw i zastanawiam się nad sobą… Co mi przyjdzie jeszcze w życiu przerobić? Jakie lekcje - niespodzianki czekają mnie na następnym rozdrożu czy zakręcie? No tak, powiadają, ze najważniejszajest DROGA a nie cel czy osiągnięcia… A jednak to te osiągnięcia są wymiernikiem oceny nas przez innych… Tak (...)
--- cały tekst ---
„Zdolność postrzegania czasu przez ludzi jest funkcją ich świadomości”. (Paul Davies, fizyk)
Tak...dzisiaj patrzyłam na ukochanego ojca mego...z wizytą wpadł... siwiutki...z brodą jak Mikołaj...za każdym razem tak samo wzbudzając cieplutkie uczucia tym chochlikiem w oku i tak nasza rozmowa potoczyła sie jakoś na drogi czasu... upływającego wprost proporcjonalnie szybciej do pogłębiającego się wieku. Hmm… Czas przyspieszył, a już gna jak galopujący mustang, który zgubił jeźdźca, gdy zdamy sobie sprawę z tego, ile jeszcze nie poznanych, nie odkrytych rzeczy nam umknęło...
Nadrabiając te luki, tak wtapiamy się w nurt eksploracji, że dni
umykają w mgnieniu oka. Ostatnio jak mantrę powtarzam sobie "Szkoda czasu na zastanawianie się czy warto." Tak, warto, warto, warto odkrywać, poznawać siebie i dzielić się tym co nam w duszy gra, co w sercu nutkami radości i smutku rozbrzmiewa. Warto przeżywać wszystko co życie nam stawia na drodze:
wyzwania mniejsze lub większe, momenty piękne i te mniej nas
zadowalające, gdyż wszystkie sytuacje, nawet lub może przede wszystkim te negatywne, poszerzają naszą wiedzę, odczuwanie, prowadząc do rozwoju naszego własnego spektrum świadomości. Nawet gdybyśmy mieli żałować czegoś, to lepiej to przeżyć niż zastanawiać się nad „co by było gdyby…” I jeśli nawet, po kolejnej chybionej próbie, ogarnie nas smutek, to zawsze (...)
--- cały tekst ---
Deszczowo, buro, burzowo… a ja tak na przekór
wszystkiemu pomarzę...o Słońcu, na które czekam.
Witaj, Moje Słońce... Zabiorę Cię dzisiaj w moich myślach i sercu na Radunię, Księżycową Górę... Kiedyś razem tam będziemy - jak już mnie znajdziesz, a może ja ciebie...
Słoneczną polanę ci pokażę, gdzie promienie słońca tak padają, że każda specjalna kobieta w snop świetlisto-pszeniczny się zamienia czarując blaskiem aury oczy spoglądające na to zjawisko... czas się zatrzymuje w chwili... Chciałabym zobaczyć nas na tej polanie razem oświetlonych słonecznymi promykami - roztopieni, w lawę zmienieni, pieszczeni wiatrem we włosach splątanym...
Idziemy, po ścieżce energii, plotąc czarodziejski sznur... Cudne widoki karmią nasze oczy, pola zbóż pełne czerwonych maków, różowych kąkoli i niebieskich bławatków, bujna zieleń i czerwienie i żółcie czereśniowych sadów... A gdy już na szlak wdepniemy to zapach szyszek świerkowych nas wita i parującej leśnej ściółki. Na Radunię droga kręta z jednej strony prowadzi, zboczem karkołomnym i kamiennymi schodami do nieba...wiry
magnetyczne co i rusz objawiają się naszym oczom w formach poskręcanych drzew oplatających się gałęziami jak kochankowie ramionami. A gdy na szczyt dotrzemy, widok pogórza odsłoni się taki piękny, że oddech wstrzymamy, w niemym zachwycie tak stać będziemy, zaklęci w słowiańskie (...)
--- cały tekst ---
Z pamiętnika matki - rozmowy z dziecięcą duszą
Z pamiętnika matki…
„Czas Obietnicy-Macierzyństwo Magiczne”
Rozmowy z dziecięcą
duszą – przesłanie Indian z Manitoulin Island, Canada
Pojechałam na Wyspę Manitoulin na mały urlop… Tym razem i
ciebie zabrałam do moich indiańskich przyjaciół… Anishnabe… Czuję jak się
wiercisz cały czas, to już szósty miesiąc, gdy tak noszę cię pod sercem… Ty
ciekawskie stworzenie… wiem, że moje oczy i odczucia są również twoimi… Wiesz,
raz jeszcze potrzebuję odwiedzić te wszystkie niezwykłe miejsca mocy w
Rezerwatach – są dla mnie niesamowicie terapeutyczne i wypełniają czystą białą
energią, najbardziej Rezerwat Srebrnej Brzozy ze Skałą Manitou, gdzie orły
krążą nad twoją głową, wiatr tańczy we włosach, a oczy są karmione takimi
widokami Natury, że płaczesz ze szczęścia, iż dane ci było być częścią tak
wielkiej świętości… jeziora, lasy, strumienie, zwierzęta, ptaki, uśmiechy
życzliwych ludzi i jednostajne bicie bębna zsynchronizowane z tętnem Ziemi
wpływają na poczucie spokoju , wewnętrznej siły, scalając wszystkie twoje myśli
i uczucia w jedność … potrafimy wtedy inaczej patrzyć na otaczający nas świat i
ludzi… Z akceptacją ich inności i różnorodności. Kocham cię, Mój Promyczku…
Marzę byś i Ty okazał się być (...)
--- cały tekst ---
Czas obietnicy-Macierzyństwo magiczne
Noszenie dziecka pod sercem przez dziewięć
miesięcy jest cudownym przeżyciem, choć z negatywnym nastawieniem może
być pasmem utrapień… ale nie w przypadku matki, która oczekiwała na
poczęcie przez ponad dwadzieścia lat… To właśnie wydarzenie zmieniło
moje życie, które od sześciu lat jest opromieniane radością przez
pewnego małego Skrzata… mojego syna.
Nie jest to takie niedorzeczne twierdzić, że dusza chcąca się
narodzić w kolejnym reinkarnacyjnym wcieleniu wybiera sobie rodziców i życie w
określonym środowisku by nabyć następne doświadczenia w swoim rozwoju
duchowym. Ja nie byłam gotowa na przyjęcie mojego dziecka przez dwie
dekady, choć fizycznie nie było przecież przeszkód… Dopiero, gdy
usłyszałam od mądrej kobiety, że moje dziecko przychodziło i odchodziło
ode mnie trzy razy, ale za czwartym przyjdzie i już pozostanie… zaczęłam
myśleć o zmianach w moim życiu by było to możliwe… Doszłam do wniosku,
że muszą nastąpić radykalne przemiany w mojej świadomości by być
przygotowaną duchowo na bycie matką dziecka, które z niewiadomych mi
powodów czeka na sprzyjający czas swoich narodzin…
Odrzucenie wszystkiego co wygodne, wypróbowane i przy tym głęboko
toksyczne dla mojej psychiki nie było łatwe… wielkim oddechem, takim
--- cały tekst ---
