Zmiana sposobu prezentacji

16 kwietnia 2015

proza

Quercus
Quercus

Wojna postu z karnawałem

Są bracia jeszcze surowszej reguły
Niż konstytucja głodu, co nas je.
---
I piszę wierząc, że mi starczy jeszcze znaków
współczucia z każdym bratem co na wysokości
swego osamotnienia też z wolna wyświeca.
 
Rafał Wojaczek
 
 
O cenną duszę Barnaby ścierały się w walce dwa żywioły; dobro i zło, asceza i hedonizm. Bezustannie trwała nierówna wojna postu z karnawałem.
 
Kiedy więc nastawała Środa Popielcowa, udawał się na mszę w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, sypał głowę popiołem i rozpoczynał – z lepszym lub gorszym skutkiem – coroczny epizod ascetyczny. Ostatni bastion umiaru i moralnej przyzwoitości, ostatnia przystań, w której mógł się schronić Barnaba przed szponami konsumpcji i hedonizmu, znajdował się na warszawskim Żoliborzu, w budynku zajmowanym przez Zgromadzenie sióstr józefitek. Siostra Luiza – pełniąca funkcję przełożonej – przyjmowała go na cotygodniowe spotkania. Relacja Barnaby i Luizy stanowiła najczystsze, najdoskonalsze odzwierciedlenie wczesnochrześcijańskiej agape jakie można sobie tylko wyobrazić.
 
***
 
Poznali się przez przypadek na Rynku Nowego Miasta, a Barnaba opowiedział mi kiedyś, jak wyglądało ich pierwsze spotkanie. Siostra Luiza miała zwyczaj przesiadywać tam na ławce przez dwie godziny (...)

--- cały tekst ---

13 kwietnia 2015

proza

Quercus
Quercus

Nubijska Księżniczka (3)

Następne tygodnie obfitowały w wydarzenia, które najchętniej wspomina się w wieku, kiedy nie można już robić nic na pe oprócz pacierza. Nie narzekaliśmy na brak alkoholu, pieniędzy, czy towarzystwa pięknych kobiet. Fantazja Barnaby, godna samego Wieniawy, mogła wreszcie rozwinąć skrzydła.
 
Chodziliśmy po mieście z forpocztą w postaci grubych Cyganów grających na trąbkach. Rozbijaliśmy się taksówkami, zawsze jedną rezerwując tylko na nasze fajki i szapoklak, który Barnaba zdjął z głowy pewnemu jegomościowi, kiedy wychodziliśmy z wytwornej restauracji. Któregoś ranka mój kompan wychylił łeb z taksówki – było około szóstej rano – i zwrócił się w te słowa do kobiet stojących na przystanku autobusowym. – Robotnice warszawskie, dlaczego tak rano wstajecie?
 

Po raz pierwszy to Barnaba był sponsorem, a ja skrzętnie korzystałem, wiedząc, że taki stan rzeczy zwyczajnie nie ma prawa się długo utrzymać.
 
***
 
Choć Barnaba był głównym motorem napędowym naszych wspólnych przygód, to ja posiadałem lepszą intuicję. Przed każdym zwrotem akcji, czułem niemal organicznie, że za chwilę nastąpi kolejny skok w nieznane. Kiedy więc któregoś wieczoru zobaczyłem kilkuosobową grupę mężczyzn o wschodnich rysach twarzy, którym towarzyszył nadskakujący właściciel – ten od białego porsche – wiedziałem, że obecny dzień skończy się inaczej niż (...)

--- cały tekst ---

27 grudnia 2014

proza

Quercus
Quercus

Nubijska Księżniczka (2)

Barnabie
 
Barnaba od pewnego czasu nie zwykł posiadać komórki – dostatecznie wiele jego telefonów zaginęło w Wiśle, utopiło się w kuflach piwa, studzienkach kanalizacyjnych czy innych dziwnych miejscach. Ponieważ zależało mi, żeby zobaczyć się z nim jak najszybciej, udałem się do pewnej tawerny, gdzie ten hultaj grywał regularnie za piwo i bigos.
 
Miałem to nieszczęście, że naturalne zainteresowanie moją osobą wykazywały przeważnie brzydkie kobiety. Zdarzało mi się to w częstotliwości znacznie przekraczającej ich występowanie w przyrodzie. Musiały mnie chyba śledzić; cała siatka maszkaronów, współpracująca i wymieniająca się informacjami. Barnaba zawsze się spóźniał, więc kiedy na niego czekałem w tym, czy innym miejscu, nigdy, podkreślam, nigdy nie dosiadła się do mnie ładna dziewczyna. Tak było i tym razem.
 
Ani się obejrzałem, a w salce bilardowej, gdzie znalazłem sobie miejsce, przysiadł się typ najgorszy z możliwych. Baba olbrzymia, jak parowóz sapiąca, wielki cień rzucająca, czarne kudły na łapach mająca. Na pomieszanie dobrego i złego. Wielkie, amorficzne cielsko napierało na mnie, a ja próbowałem walczyć. Czułem jednak, że jedyna nadzieja spoczywa w Barnabie, który właśnie kończył grać ostatni kawałek ze swojego standardowego zestawu. Warto dodać, że już kiedyś zdarzyło mu się ratować mnie z podobnych opresji.
 

--- cały tekst ---

26 lipca 2014

proza

Quercus
Quercus

Nubijska Księżniczka (1)

Barnabie

– Nubijska Księżniczko, wieżo z kości słoniowej, kolumno Atlasu, powiewie Sahelu, lwico Sahary - wstaw się za nami! – Pociąg powoli wtaczał się na Dworzec Wschodni, a Barnaba w rytm kolebiącego się na torach wagonu szukał ratunku u ślicznej, czarnoskórej dziewczyny siedzącej nieopodal.
 
– Krynico prawdy, ukojenie spragnionych, FA – TA – MOR – GA – NO!!! – Kanar stał nad nami oczekując biletu. Nie zwykliśmy sobie zawracać głowy takimi drobiazgami. Barnaba kontynuował litanię, a rumiana gęba konduktora nabierała stopniowo koloru śliwkowego.
 
– Ja pierdole, kurwa, co za dzień, co za pojeby. Spierdalać! – Komunikat kanara, kiedy już stanęliśmy na dworcu, był dla nas jasnym potwierdzeniem, że retoryka Barnaby po raz kolejny zwyciężyła.
 
Tracy, bo tak miała na imię ta piękność o gazelich nogach, nie mówiła zbyt dobrze po polsku. Z tego powodu wiele detali z cudownej perory zdołało Barnaby jej umknąć. Niemniej jednak kompozycja dramatyczna, która zawiązała się w wagonie obdrapanego pociągu sprawiła, że Nubijska Księżniczka poszła z nami. Zbliżała się północ. Ruszyliśmy na piechotę do Śródmieścia.
 
---
 
Jako prawdziwi dżentelmeni, puściliśmy Tracy przodem. Jej hebanowe nogi znajdowały cudowne zwieńczenie pod kusą spódniczką. Na stopach miała różowe szpilki przyozdobione ażurowymi (...)

--- cały tekst ---

10 kwietnia 2014

proza

Quercus
Quercus

Staszka_3

A w wakacje robiliśmy pozytywizm. Kilka dni lipca każdego roku Staszka poświęcała na spłatę długu wdzięczności podpłockiej ziemi, z której ruszyła w świat. Pakowała wielką torbę lekarską z bawolej skóry, Staszek tankował poloneza pod korek i ruszaliśmy. Po dotarciu na miejsc e zabierała się do pracy i pro bono leczyła ludziom zęby. Na białym obrusie rozkładała różne rodzaje szczypiec oraz kilkanaście narzędzi przypominających metalowe długopisy z różnymi końcówkami. Była stomatologiem, a zaczynała w czasach, kiedy tej profesji bliżej było do kowala niż do medyka. Z uwagi na brak dostępności wiertła na silnik – do dziś stoi u nas w piwnicy i budzi mój strach – Staszka zajmowała się głównie resekcjami. Poza tym, po co chodzić do dentysty jak nie trzeba rwać. Profilaktyka nie wchodziła w grę.
 
Tęgie chłopy z Barciechówka, Przejmowic czy Piaskowa przy Staszce kuliły się i traciły rezon. Na każdego pacjenta, który nie był dzieckiem, miała swoją metodę. Stawała u szczytu fotela, a twarz delikwenta przyciskała łokciem do piersi. Druga, wyposażona w szczypce ręka, zaczynała dzieło. Nie było zęba, który by się jej oparł. Nie było krzyku, który by ją powstrzymał. Na jedną osobę przypadała pięćdziesiątka wódki z pieprzem. W zależności od potrzeb – jako środek znieczulający przed, bądź nagroda po zabiegu. Naturalnie zdarzali się też tacy, którzy gotowi byli włożyć (...)

--- cały tekst ---

23 marca 2014

proza

Quercus
Quercus

Staszka_2

Szkoda, że nikt nie chce słuchać opowieści starców.
To jakby nie jeść jabłek, bo zdarzają się robaczywe.
 
                                                                              Julia Hartwig                                                                                         
 
Od czasu śmierci męża, prawie dwadzieścia lat temu, niemal cały świat Staszki stał postaciami kobiecymi. Baczewska, inne kumy, Kulawa Kotka, migrena, osteoporoza i depresja.
 
Niewielkim wyłomem był on, Feliks. Starszy brat Staszki był depozytariuszem resztek pierwiastka męskiego w jej uniwersum. Feliks nie miał płci, choć w sensie biologicznym mężczyzną był stuprocentowym. Od pewnego wieku, męskość i kobiecość sublimuje w nową płeć – starość. A Feliks ów wiek osiągnął wcześniej niż reszta dżentelmenów.
 
Feliks zawsze kojarzył mi się z advocaatem. Likier jajeczny owinięty w pakowy papier był w jego rękach podstawową walutą. Wyrazem wdzięczności i narzędziem przeprosin. Sam Feliks, od lat w tym samym brudnożółtym swetrze, krążył po świecie tak jak gęsty napój w kieliszkach na rautach starszych pań. Pomalutku, nieśpiesznie, aby, aby.
 
---
 
Pokój wyglądał osobliwie. Krzesła wsunięte do końca pod (...)

--- cały tekst ---

22 stycznia 2014

proza

Quercus
Quercus

Staszka_1

Staszko jedz. Gołąbku płowy, grzywko rozwiana. Jedz!
 
Zaczęło się od zgaszonego telewizora. Staszka, jak każda babcia była specjalistką od popołudniowych ramówek serialowych. Dwie Basie, Grażynka, trzech Henryków, Manuela, księża, listonosze, aptekarze i królowie potencji ogrodnicy. Ridże, Isaury, setki innych. Akcja na trzech kontynentach i pięciu kanałach. Trzynaście odcinków dziennie, w tym cztery powtórki. Gabinet osobliwości, w którym telefon można odebrać w przyszłym tygodniu, a pięćdziesięcioletnie mamuśki wyglądają lepiej od moich trzydziestoletnich koleżanek. Pamięć zawsze miała znakomitą i w dowolnym momencie rozwijała nam tę skomplikowaną serialową sieć, odtwarzając wątek Ridża lub innego Henryka przez wiele odcinków wstecz. Nigdy nie należała do osób zbyt rozmownych. W dobrym tonie było jednak przynajmniej raz dziennie poprosić o rozsupłanie którejś z tych pajęczych nitek. Dlaczego Isaura spotyka się teraz z tym ogrodnikiem? – Jedno pytanie załatwiało kwestie dialogu na cały dzień.
 
Przyszedł w końcu dzień, kiedy los kogokolwiek z tego rozległego serialowego uniwersum przestał Staszkę interesować. Zgasiła telewizor oraz górne światło, zasunęła zasłony i usiadła na krześle. Kulejąca kotka, wierna towarzyszka Staszki, zdechła kilka miesięcy wcześniej. Staszka siedziała więc sama. Domownicy odwiedzali ją w wymiarze, na który pozwalały im codzienne (...)

--- cały tekst ---

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się