Zmiana sposobu prezentacji
- Kobieta, którą kupiłem odeszła ode mnie – powiedział spokojnym, zrezygnowanym głosem Maestro, pociągając głębokiego bucha ze zwisającej ze ściany rurki.
Siedział na podłodze, lecz nie odczuwał niewygody. Było mu wszystko jedno. Zamknął oczy, pozwalając by płynęła przez niego narkotyczna fala, pozostawiająca po sobie rozluźnienie, lekkość i zobojętnienie. Poruszał głową w rytm nastrojowej muzyki, niosącej się po ogromnym salonie, o niesamowitej wręcz kubaturze.
- Co ty mówisz? – zapytała dziewczyna, a może już kobieta, o egzotycznej urodzie łączącej w cudowny sposób afrykańskie rysy ze słowiańską delikatnością. Uniosła ze zdumienia brwi i przykucnęła przed nim.
- Była taka, jak sobie wymarzyłem – ciągnął, nie zważając na towarzystwo. - Kształty Indiry Varmy, zmysłowość Salmy Hayek, siła i zdecydowanie Sigourney Weaver, inteligencja Jodie Foster. Słowem – ideał. Mój ideał – mówił rozmarzony.
Otworzył oczy, posłał dziewczynie delikatny uśmiech, po czym podał jej narko-rurkę. Wciągnęła białą mgiełkę głęboko do płuc, wstrzymując oddech. Jakaś parka patrzyła na nich z zaciekawieniem z antresoli. Grupa młodych kobiet leżała na wielkiej, narożnej sofie, komentując falujący kilka metrów wyżej sufit.
- Gdzie ją znalazłeś? – spytała cienkim głosem dziewczyna. Wypuściła dym, mrużąc (...)
--- cały tekst ---
Kolejną noc z rzędu zaliczyłem jako nieprzespaną. Wstałem
zdyszany i zlany potem. Przez dłuższą chwilę mój budzący się umysł bawił się ze mną trzymając mnie na jawie. Błyszczące mleczną bielą plastikowe ściany (gdzieniegdzie z duchem czasu odkształcone) mojego mieszkania odbijały czerwone cyfry budzika. Czwarta rano karykaturalnie majaczyła na tafli.
Wsparłem się na łóżku i pomyślałem, że trzeba coś z tym
zrobić. Jak z każdym problemem, ten w pierwszej chwili wziąłem na przetrzymanie. Mijał już jednak tydzień od kiedy dane mi było się porządnie wyspać. Mieszkanie, a właściwie pojmieszkanie (czyli mieszkanie jedno-pomieszczeniowe), odkryło już, że nie śpię i najwidoczniej rejestrując słaby stan mojego ducha postanowiło poprawić mi nastrój muzyką. Skubane sięgnęło do teczki moich
ulubionych i włączyło najgłośniej jak się da (mając na uwadze ciszę nocną) przewlekły i lekko melancholijny kawałek z repertuaru Klausa Schulze. Zapaliło też światło dławiąc upiorne cyfry.
Podszedłem do dostawcy przy oknie, po drodze w myślach
zamawiając kawę. Starałem się skupić i poukładać sobie to wszystko w głowie. Dostawca zakomunikował pojawienie się zamówienia. Przepłukałem twarz zimną wodą i wypiłem łyk kawy. Uczciwie przyznałem przed samym sobą, że wszystko zaczęło
się od Pameli. Od momentu kiedy to moja sąsiadka w (...)
--- cały tekst ---
